Chcesz dzieci, szykuj się do… wojny.

Rok 1946, nazwano w USA „rokiem milionów małżeństw”. Wtedy właśnie, znużeni wojną żołnierze, powrócili w domowe pielesze, do miast, miasteczek i na rancza. Rusznikarze porzucili tworzenie broni, zajmując się produkcją, wiecie… innego rodzaju. Inżynierowie wzięli się za poprawianie demografii zamiast doskonalenia czołgów Sherman…

Socjologowie, jak to oni, przecierali wtedy oczy ze zdumienia, obserwując szturm na porodówki. Tymczasem wojna i prokreacja kleją się ściśle, niczym Trump i Melania. Nic mężczyźnie nie podnosi tak testosteronu, jak wygrana bitka. Nic. Dotyczy to także bójek ulicznych, walk bokserskich, nawet ustawek kibolskich. Mowa tu o pamiętnym poczuciu bycia niezwyciężonym, fenomenalnej rzeczy, Panowie. Tyle- jednostka. Co dopiero zwycięska bitwa na 20 000 ludzi! Ogorzały wojskowy czuje się niezniszczalny, także psychicznie. Wraca mocarny, kulejąc szarmancko. Czy młoda żona mogłaby mu wtedy… nie ulec, w jak najbardziej prokreacyjnym sensie?

Czytaj dalej Chcesz dzieci, szykuj się do… wojny.