Miłość zaczyna się… po Ślubie.

Jak co roku, przez Polskę przetacza się fala weselna. Od Wielkanocy do okolic września wedding plannerom robota furczy w rękach, niczym sołtysowi… przed wyborami. Śluby kościelne są coraz kosztowniejsze, nad welonem nierzadko powiewa dron, zaś sypanie ryżem wieszczy świetlaną przyszłość. Szał. I tylko statystyka rozwodów tego nie potwierdza… Otóż, wzywam do ascezy w tej dziedzinie.

Kremowy Cadillac budzi zazdrosne spojrzenia sąsiadów, jasne. Podobnie jak sławna kapela, wodzirej oraz zmrożona wódeczka. Dzieci sypią kwiaty, restauracja dowozi smakołyki, a panna młoda nerwowo spogląda na komórkę. Na telefonie – 21 nieodebranych, od szewca, kwiaciarki i właśnie dojeżdżającej do dworca PKS ciotki spod Makowa. Kłopot w tym, że mamy tu bajeczny przepis na… stresującą sobotę i przyszłe rozczarowanie. Jeżeli kogoś wiozą do kościoła top-lektyką przy szumie fleszy, trudno to potem… przebić. Coś jak randka w luksusowej restauracji, po której wracamy do życia, czyli, hmm… baru mlecznego. Zniecierpliwienie dotknęłoby tu każdego, psychologia bywa bezwzględna. No, zacznij-że, człowieku od mlecznego baru – a knajpa będzie się jawić jako marzenie!

Czytaj dalej Miłość zaczyna się… po Ślubie.