“Rolnik szuka żony”. Och, rolniku.

Zaskoczył mnie sielski program „Rolnik szuka żony”. Dla wnikliwego obserwatora jawi się jako kopalnia wiedzy o zawartości ludzkiej głowy.

Ciekawa rzecz. Ryzyko… demoralizacji uczestników oceniam jako wysokie. Tak, tak, niczym po wygraniu 20 mln w Totolotka albo awansie na szefa spółki skarbu państwa. Kreślę scenariusz. Na polskiej wsi mieszka sobie rolnik. Zwyczajny, ciężko pracujący, niespecjalnie lotny w kwestiach damsko-męskich. Serdeczny. Naiwny niczym ONZ w kwestii albańskich działań partyzanckich. Zwykle – o lekko zaniżonym poczuciu wartości. Zgłasza się do programu, błagając o „choć jeden list od telewidzki, pani”. Listów przychodzi z czterdzieści i facetowi… palma nagle odbija. Po prawdzie, czy mogłaby nie odbić? „Otóż nie” – jak komentuje Tadeusz Sznuk nieprawidłową odpowiedź w „1 z 10”.

Czytaj dalej “Rolnik szuka żony”. Och, rolniku.