20 000 mil edukacyjnej żeglugi.

Zapytano Donalda Trumpa, jak poprawia pracownika, który drugi raz popełnia podobny błąd. Wzruszył tylko ramionami, rzucając: „Wcale. Przecież taki człowiek już dla mnie nie pracuje”. Surowy gość. Uważam takie podejście za dojrzałe, premiujące odpowiedzialność. Świat byłby fajniejszym miejscem, gdyby ludzie rzeczywiście odpowiadali za swoje deklaracje. Spocony poseł posługujący się słowem honoru, walczyłby w pojedynku na rewolwery (gdyby zapomniał o obietnicy). Urzędnik działający opieszale wylatywałby na pysk po godzince pracy. Jednocześnie najbardziej zyskaliby… uczniowie, potraktowani wreszcie dorośle. Widzę to oczami wyobraźni.

„Dostałeś jedynkę z biologii? Widzimy się za pół roku, odbieram Panu prawo (PRAWO!) do chodzenia na zajęcia z tego przedmiotu. Pała z chemii? Sześć miesięcy braku kontaktu z menzurkami”. Tak pokarany uczniak miałby, naturalnie, ze trzy wyjścia. Tępak przestałby przychodzić do szkoły w ogóle, zawyżając poziom grupy swoją absencją. Genialny sztubak uczyłby się trzy razy więcej, robiąc po godzinach eksperymenty w garażu. Indywidualista chodziłby tylko na ekonomię oraz np. szachy, kompletnie ignorując przedmiot niechciany niczym pryszcz przed pierwszą randką.

Czytaj dalej 20 000 mil edukacyjnej żeglugi.