“Niewolnico Isauro”, We miss You!

W roku 2000 furorę zrobił hollywodzki film „Gladiator”. Fabuły nie zamierzam przytaczać, bowiem jest powszechnie znana niczym polszczyzna Wałęsy. W pamięci utkwił mi jeden fragment, mniej kojarzony. Oto przed tytułowym bohaterem współtowarzysze chwalą się znajomościami, m.in. z samym Cezarem. Co robi tu omawiany facet, który generalskimi kontaktami mógłby ich wszystkich spłaszczyć w sekundę? Otóż, Panowie, milczy wyniośle.  Może wejść w konkurs chwalenia się, acz tego nie robi wcale. Trzyma zęby na wodzy, twardziel.

Motyw „Gladiatora” jest wstępem, bowiem clou filmu polega na tym, żeby się gość wyzwolił. Zerwał więzi, wyrównał rachunki mieczem, wrócił na zasłużony piedestał etc. Kibicujemy mu, bez tej walki film byłby bezcelowy, nieczytelny niczym przepisy baseballa dla Europejczyka. Gdyby się nasz fighter zakochał, pozostając w więzieniu, uznalibyśmy to za bredzenie wariata, a nie happy end. No, typowy film dla facetów przy whisky po godzinach. Budujący.

No właśnie…

Czytaj dalej “Niewolnico Isauro”, We miss You!