Wolni i zniewoleni.

Już krótka wyprawa do sklepu spożywczego może okazać się ciekawą nauczką. Otóż, jak się dowiedziałem podczas okolicznościowego small talku, większość punktów tego typu notuje drobne kradzieże. Niezależnie od ekskluzywności dzielnicy. Często złodziejaszek ma drobniaki, po prostu niecierpliwi się w kolejce do kasy, chwyta i wyłazi z nieswoim, menda. I teraz: ludziska kradną zaledwie dwa typy produktów, papierosy i alkohol. Mało kto kradnie książki, smaczną sałatkę bądź dodatek podatkowy „Rzeczpospolitej” (dobry przy tapetowaniu!). W mordę. Stracić resztki twarzy, dla zysku tak nędznego jak zmielony tytoń albo nalewka z cytryn. To niechybna bzdura, że nałogowcy są ludźmi chorymi, którym należy współczuć. Raczej idiotami, dość współczucia. Współczucie pewnie okazują im w Monarze (o którym nie słyszałem, żeby kogokolwiek uratował, czekam). Traktujmy ludzi wreszcie jak dorosłych, złodziej CHCE kraść. Tezie dowodzi fakt, że… nie wszyscy kradną. Wielu ima się uczciwej pracy w bankach (mniej) albo warzywniakach (bardziej).

Tutaj przypomina mi się pouczenie sprzed lat, żeby nigdy nie pożyczać pieniędzy człowiekowi, który… pali. Szanse na przepadnięcie wierzytelności są wtedy wyższe niż dług publiczny Zimbabwe. Autor to szczegółowo uzasadniał, niestety musiałbym tu konfabulować – przykłady wypłukałem sobie z pamięci. Słaba wola przesuwa akcenty z solidności na uległość (pokusa „Cameli”).
Nie spotkałem dotąd człowieka intensywnie palącego, który byłby milionerem. No, jakoś nie.

Czytaj dalej Wolni i zniewoleni.