Zwykle jest coś za coś.

Podróżnik Marek Kamiński opowiada w książce o głośnym powrocie z biegunów, lata 90-te. Sportowa satysfakcja, flesze reporterów, premie sponsorskie, popularność startująca do stratosfery etc. Jednocześnie – minusy, dość zaskakujące. Otóż, jak pisze p. Marek: „Wyprawy były szalenie absorbujące, a dziewczyny w tym czasie – cóż, nie czekały”. Powychodziły za mąż, a on wrócił z lodowej pustelni do samotni… domowej. Tym oto sposobem płynnie przejdziemy do „ życia jako sztuki wyboru” – jak głosiła reklamówka lodów Magnum. Wybierając jedno, tracisz inne. Always.

Wiedzą o tym zawodowi sportowcy, ci lepsi. Za szansę na pokryty złotem medal płacą młodością na siłowniach, ścisłą dietą, setkami godzin w klubowych autokarach. Rezygnują z przyprawionych np. frytek, Wielkanocy w domach, studiów bądź pracy zarobkowej. Oddają życie na budowanie masy mięśniowej, paradując w przykrótkich spodenkach. I tylko poważna kontuzja powoduje, że nabierają mądrości, oglądając świat zza szpitalnego okna…

Czytaj dalej Zwykle jest coś za coś.