Czy czytać słabsze książki do końca?

Dobre pytanie! Stanę tutaj okoniem wobec polskich blogerów książkowych. Zachęcają oni do porzucania słabych powieści w trakcie, tłumacząc to oszczędnością czasu/szansą na coś lepszego/szkodą dla życia etc. Jednomyślność opinii wzbudza tutaj podejrzliwość, coś jak słuchanie chóru parlamentarzystów. Tymczasem, z rezygnowania jest więcej szkody niźli pożytku. Jest ono sygnałem słabego, niemęskiego charakteru. Jak mawia p. Kalidow: „Skończ, co zacząłeś, bo inaczej będziesz całe życie zaczynał i nie kończył”. Literatura jest tylko drobnym wycinkiem. To jak?

Po pierwsze, czytanie w Polsce jest rzeczą dobrowolną (pomijając przymus szkolny, rzecz jasna). Jeśli zatem dorosły człowiek posiłkuje się lekturą, czyni to z własnej woli. Sam pospacerował do Empiku, zdjął z półki, przejrzał, wyjął skórzany portfel i zapłacił własną pracą (zamienioną na żetony pieniężne). Jeśli zatem książka niespodziewanie okazała się, no, dnem, świadczy to o chwiejności upodobań. Ostatecznie – o złym guście…
Czytaj dalej Czy czytać słabsze książki do końca?