Kupić Forda Mustanga czy może… kołyskę?

Jadąc wesołą gromadą na targi samochodowe „Auto Warsaw Expo”, nie sądziłem, że znajdzie mnie tam refleksja na temat… przyszłości demograficznej Europy. Co ciekawe, najnowsze Porsche cieszyły się tam popularnością na poziomie wydolności małżeńskiej p.Dody (czyli rzucić okiem – tak, zatrzymać się dłużej – w życiu!), najpiękniejszą kobietą na sali nie okazała się żadna… wylaszczona hostessa, a o genialność otarł się jeden z niezamożnych polskich emerytów w kapelusiku, wygrywając swoim pomysłem z autami za 5mln USD. Temperatura rośnie w moim kociołku, jedziemy zatem z koksem, panowie!

Czytaj dalej Kupić Forda Mustanga czy może… kołyskę?

Pracując w urzędzie, stracisz dobroć.

Aleksandra to ładne imię. Lubię je. Co ciekawe, dziewczyny o tym imieniu ZAWSZE są osobami… inteligentnymi, z którymi dobrze się rozmawia. Przecież sam nie wpadłbym na pomysł, że z ludźmi bywa trochę jak…. z przymierzaniem butów w handlowej galerii Riviera. Jeśli męczysz się już w pierwszej sekundzie, skupiając wzrok tylko na walorach estetycznych, skończysz z… bolesnymi otarciami. Jeśli zaś pasują od razu, a Ty nabierasz w nich lekkiej radości spacerowania (a rodzice twierdzą zgodnie – „pasujecie do siebie”), to… bierz od razu! I nigdy, przenigdy nie pożyczaj, np. koleżance na studniówkę, bo możesz zostać… boso 🙂

Czytaj dalej Pracując w urzędzie, stracisz dobroć.

Twoje imię to najcudniejszy komplement.

Zostałem zapytany po ostatnim zjeździe, jak sobie radzę na nowej uczelni. Część wykładów była nudnawa niczym praca w skarbówce – a to poprawna polszczyzna (moja jest przecież niezła, hej) albo prawo prasowe (znam, niezmienione od 1984) zatem myślałem w tle 🙂 Napisałem kiedyś do portalu o psychologii wyglądu. Chciałem, żeby opisali o wpływie osobowości na… wybór fryzury. Ponieważ odmówili taktownie („brak danych”), postanowiłem, że zrobię to… sam.

Czytaj dalej Twoje imię to najcudniejszy komplement.

Urzędnicy prowadzą auto tak, jak i myślą. Zbyt ostrożnie…

Wiecie, mało jest ludzi równie zmanierowanych i zniewieściałych jak średniego szczebla urzędnicy ONZ i te asiory z Komisji Europejskiej. Dwadzieścia lat studiów na politologii, tysiące godzin na coachingu wśród pań w kokach, konferencje w komfortowych hotelach, całodobowa ochrona i milion zielonych pensji w zamian za misję pouczania świata. Specjalizacja – pion intelektualny.

Niestety. Po trzykroć niestety.

Czytaj dalej Urzędnicy prowadzą auto tak, jak i myślą. Zbyt ostrożnie…

Ile kosztuje godność posłanki?

Jak czytam, p. Beata G. żąda sobie 5mln odszkodowania za śmierć męża w katastrofie smoleńskiej. Stawkę pomijam, można zarobić więcej i mądrzej, fascynuje mnie motywacja. Wysyła do gazety zdjęcie w złocie, starannie wyliczając przy tym stawki europejskie, kurs funta szterlinga, koszt porządnego futra, swoją “godność” (czyli jej cnota ma cennik, podano do stołu) etc. Ta urocza deklaracja brzmi sucho niczym deklaracja majątkowa w gmachu ZUS-u, nie doczytałem śladu tęsknoty, smutku, normalnego choćby ludzkiego przywiązania. Null. Jakby mówiła o starej, nielubianej przyczepie do przewozu drewna, której kradzież pozbawiła ją dochodu 3,50 zł w sobotnie przedpołudnia. Czulej traktuję swoją Oktawię, odkurzając bagażnik. Zresztą, podobnie przedmiotowo o swoim mężu wypowiada się Hilarzyca Clntonowa.

Czytaj dalej Ile kosztuje godność posłanki?

Wygrana w “Totolotka” – przepis na bankructwo.

Granie w “Totolotka” bywa fascynującą loterią i to w innym punkcie, niż ten, o którym myśli środowa kolejka do kiosku. Pół biedy, kiedy przegramy nasze 3zł – raz w życiu spróbowałem, w szkole – na drożdżówkę więc zabrakło. Historie zwycięzców z Polski i USA pokazują, że fenomenalną autostradą do porażki jest… wygranie 10 milionów dolarów. Piękna katastrofa, jak u Greka Zorby. Ludzie fiksują, kupują luksusowego Hummera, by pić drinki z palemką, rzucają współmałżonków, wymawiają poczciwą pracę nauczyciela bądź rzeźnika. Kupują dużo drobiazgów, drogo i chaotycznie, biorąc nawet diamentowe noże do filetowania ośmiornic. Pięć lat później zamieniają masywnego Rollsa na równie solidnie skonstruowany nagrobek, albo też sprzeczają się z samym Napoleonem, siedząc sobie w psychiatryku. 90% zwycięzców loterii po latach deklaruje, że niezasłużony sukces finansowy totalnie zniszczył ich życie. Pozory mylą…

Czytaj dalej Wygrana w “Totolotka” – przepis na bankructwo.

Poznasz jakość związku po… tankowaniu (w obu znaczeniach).

Nie mogąc spać przed akademickim zjazdem na pewnej uczelni, włączyłem w tv stary western „Rio Bravo”. Przy muzyce pięknej niczym ta nowa burmistrz Rzymu dzieją się pouczające sceny. Oto elegancki amant kinowy, Dean Martin, gra tam zapijaczonego zastępcę szeryfa. Ponieważ przy bojach z mafią nałóg zmniejsza jego szanse przeżycia (coś jak jawne bycie lewakiem na Marszu Niepodległości), szef postanawia mu pomóc. Czytaj dalej Poznasz jakość związku po… tankowaniu (w obu znaczeniach).

Świergotka w Warszawie.

Młode matki w Warszawie noszą zazwyczaj wygodne, nieestetyczne dresy i hmm… znużoną minę sarny postrzelonej w półdupek. Ostatnio w metrze zaś widziałem radosną, świeżo upieczoną mamę, posiadającą zauważalny akcent wschodni. Przeszczęśliwa, typ świergotki. Wiek akademicki, zatem przewija dziecko w czasie, gdy jej rówieśniczki przewiajają woluminy prawa podatkowego (do sesji). Zaobrączkowana, wysokie szpilki, rajstopy, kiecka, pełen makijaż i 100% uroku. Tańczy na peronie z wózkiem i dziecięcym jogutem w dłoniach. W tych szpilach! Gdzie jesteście, malarze świata?

Bankierka i szynszyla – nie zdradzają ukochanego. Bierz je, chłopie!

W miarę zbliżania się Walentynek (tak, wieeem, że to za półtora miesiąca) niesparowane dziewczęta dyskretnie sondują, gdzie znaleźć dobrego męża: “Normalnego, wiesz. Takiego, żeby nie pił. Zapisałam się ostatnio na kurs układania kwiatków i naukę hiszpańskiego, ale nawet tam nikogo nie poznałam”. Temu zagadnieniu towarzyszy westchnięcie i zaciśnięte usta. Aha. Byłbym człowiekiem niedobrym niczym polskie kino, gdybym nie zastanowił się nad podpowiedzią, skierowaną do wielbicielek filmu “Pamiętnik”. Czytaj dalej Bankierka i szynszyla – nie zdradzają ukochanego. Bierz je, chłopie!

Najpiękniejsza z melodii, wg Diany Rudnik.

Czytam wywiad z p. Dianą Rudnik, dziennikarką. Super babka – jak każda, którą cenię. Zawsze elegancka, taktowna, ułożona. Ładna. Początek ankietki, mowa o stacjach radiowych i płytach cd, muzycznych duperelach:
– “Czego Pani słucha najchętniej?”
– “Tak zwyczajnie. Słów ukochanego”.

Prowadząca niezrażona, brnie pytaniem dla miliona czytelników:
– “Czym są dla Pani sprawy intymne?”
– “No właśnie”.
Pytająca pauzuje, lekko zmieszana:
– “Yyy, czyli co?”
– Ależ one są dla mnie… “.

Sprawdziłem. Mężatka z długim stażem. Rety 🙂