Ile kosztuje godność posłanki?

Jak czytam, p. Beata G. żąda sobie 5mln odszkodowania za śmierć męża w katastrofie smoleńskiej. Stawkę pomijam, można zarobić więcej i mądrzej, fascynuje mnie motywacja. Wysyła do gazety zdjęcie w złocie, starannie wyliczając przy tym stawki europejskie, kurs funta szterlinga, koszt porządnego futra, swoją “godność” (czyli jej cnota ma cennik, podano do stołu) etc. Ta urocza deklaracja brzmi sucho niczym deklaracja majątkowa w gmachu ZUS-u, nie doczytałem śladu tęsknoty, smutku, normalnego choćby ludzkiego przywiązania. Null. Jakby mówiła o starej, nielubianej przyczepie do przewozu drewna, której kradzież pozbawiła ją dochodu 3,50 zł w sobotnie przedpołudnia. Czulej traktuję swoją Oktawię, odkurzając bagażnik. Zresztą, podobnie przedmiotowo o swoim mężu wypowiada się Hilarzyca Clntonowa.

Czytaj dalej Ile kosztuje godność posłanki?

Wygrana w “Totolotka” – przepis na bankructwo.

Granie w “Totolotka” bywa fascynującą loterią i to w innym punkcie, niż ten, o którym myśli środowa kolejka do kiosku. Pół biedy, kiedy przegramy nasze 3zł – raz w życiu spróbowałem, w szkole – na drożdżówkę więc zabrakło. Historie zwycięzców z Polski i USA pokazują, że fenomenalną autostradą do porażki jest… wygranie 10 milionów dolarów. Piękna katastrofa, jak u Greka Zorby. Ludzie fiksują, kupują luksusowego Hummera, by pić drinki z palemką, rzucają współmałżonków, wymawiają poczciwą pracę nauczyciela bądź rzeźnika. Kupują dużo drobiazgów, drogo i chaotycznie, biorąc nawet diamentowe noże do filetowania ośmiornic. Pięć lat później zamieniają masywnego Rollsa na równie solidnie skonstruowany nagrobek, albo też sprzeczają się z samym Napoleonem, siedząc sobie w psychiatryku. 90% zwycięzców loterii po latach deklaruje, że niezasłużony sukces finansowy totalnie zniszczył ich życie. Pozory mylą…

Czytaj dalej Wygrana w “Totolotka” – przepis na bankructwo.

Poznasz jakość związku po… tankowaniu (w obu znaczeniach).

Nie mogąc spać przed akademickim zjazdem na pewnej uczelni, włączyłem w tv stary western „Rio Bravo”. Przy muzyce pięknej niczym ta nowa burmistrz Rzymu dzieją się pouczające sceny. Oto elegancki amant kinowy, Dean Martin, gra tam zapijaczonego zastępcę szeryfa. Ponieważ przy bojach z mafią nałóg zmniejsza jego szanse przeżycia (coś jak jawne bycie lewakiem na Marszu Niepodległości), szef postanawia mu pomóc. Czytaj dalej Poznasz jakość związku po… tankowaniu (w obu znaczeniach).

Świergotka w Warszawie.

Młode matki w Warszawie noszą zazwyczaj wygodne, nieestetyczne dresy i hmm… znużoną minę sarny postrzelonej w półdupek. Ostatnio w metrze zaś widziałem radosną, świeżo upieczoną mamę, posiadającą zauważalny akcent wschodni. Przeszczęśliwa, typ świergotki. Wiek akademicki, zatem przewija dziecko w czasie, gdy jej rówieśniczki przewiajają woluminy prawa podatkowego (do sesji). Zaobrączkowana, wysokie szpilki, rajstopy, kiecka, pełen makijaż i 100% uroku. Tańczy na peronie z wózkiem i dziecięcym jogutem w dłoniach. W tych szpilach! Gdzie jesteście, malarze świata?

Bankierka i szynszyla – nie zdradzają ukochanego. Bierz je, chłopie!

W miarę zbliżania się Walentynek (tak, wieeem, że to za półtora miesiąca) niesparowane dziewczęta dyskretnie sondują, gdzie znaleźć dobrego męża: “Normalnego, wiesz. Takiego, żeby nie pił. Zapisałam się ostatnio na kurs układania kwiatków i naukę hiszpańskiego, ale nawet tam nikogo nie poznałam”. Temu zagadnieniu towarzyszy westchnięcie i zaciśnięte usta. Aha. Byłbym człowiekiem niedobrym niczym polskie kino, gdybym nie zastanowił się nad podpowiedzią, skierowaną do wielbicielek filmu “Pamiętnik”. Czytaj dalej Bankierka i szynszyla – nie zdradzają ukochanego. Bierz je, chłopie!

Najpiękniejsza z melodii, wg Diany Rudnik.

Czytam wywiad z p. Dianą Rudnik, dziennikarką. Super babka – jak każda, którą cenię. Zawsze elegancka, taktowna, ułożona. Ładna. Początek ankietki, mowa o stacjach radiowych i płytach cd, muzycznych duperelach:
– “Czego Pani słucha najchętniej?”
– “Tak zwyczajnie. Słów ukochanego”.

Prowadząca niezrażona, brnie pytaniem dla miliona czytelników:
– “Czym są dla Pani sprawy intymne?”
– “No właśnie”.
Pytająca pauzuje, lekko zmieszana:
– “Yyy, czyli co?”
– Ależ one są dla mnie… “.

Sprawdziłem. Mężatka z długim stażem. Rety 🙂

Słowiańskie niedomówienia…

W trakcie podróży do Gdyni rozmawiam sobie – in english – ze studiującym MBA Rosjaninem, całkiem zamożnym, przyszłym bankierem. Dość inteligentny, przyszła elita kraju. Antyrządowy, wnioskuję z jego zagajenia:

– “Jeśli chodzi o imperialność – mówi on – to kretyńskie zachowanie. Powiedz no sam: drapieżny atak na Ukrainę, pakowanie pieniędzy w te ich wielkieee rakiety, bezprawie policji, jawne wręcz finansowanie terrorystów, wysyłanie narkotyków prosto na moskiewskie ulice, władza w rękach vip-ów i pogarda dla normalnego obywatela”.

– “Coś w tym jest…” – stwierdzam taktownie.

– “Do tego brudne ulice. Say, Tom, kiedy… ci amerykanie (małą literą, tak by napisał) przestaną robić te wszystkie straszne rzeczy, o których mówimy?” 🙂

Czy zatrudni Cię Donald Trump?

Z Donalda Trumpa:

– “Wiecie, najgorszym pracownikiem jest pracownik… dobry. Złego bowiem zwalniam natychmiast, świetny jest fenomenalnym skarbem firmy. A dobry? Trudno się przyczepić, niby wtapia się w tłum, acz nigdy nie wzniesie reszty na olimpijski szczyt”.

Dla mnie ta myśl ociera się o genialność…

Cześć!

To najlepszy sposób zagajenia. Zwyczajny, sympatyczny. Normalny – dlatego w Warszawie usłyszysz go rzadko. Raczej będzie to “Witam” – w sklepie, w mejlowym spamie, czy CV, które właśnie położono Tobie na biurku.

Na moim blogu będę pisał niepoprawnie. Recenzował książki, ludzi (serio) oraz wyciągał refleksje z codziennych wydarzeń i błysków.