Wygrana w “Totolotka” – przepis na bankructwo.

Granie w “Totolotka” bywa fascynującą loterią i to w innym punkcie, niż ten, o którym myśli środowa kolejka do kiosku. Pół biedy, kiedy przegramy nasze 3zł – raz w życiu spróbowałem, w szkole – na drożdżówkę więc zabrakło. Historie zwycięzców z Polski i USA pokazują, że fenomenalną autostradą do porażki jest… wygranie 10 milionów dolarów. Piękna katastrofa, jak u Greka Zorby. Ludzie fiksują, kupują luksusowego Hummera, by pić drinki z palemką, rzucają współmałżonków, wymawiają poczciwą pracę nauczyciela bądź rzeźnika. Kupują dużo drobiazgów, drogo i chaotycznie, biorąc nawet diamentowe noże do filetowania ośmiornic. Pięć lat później zamieniają masywnego Rollsa na równie solidnie skonstruowany nagrobek, albo też sprzeczają się z samym Napoleonem, siedząc sobie w psychiatryku. 90% zwycięzców loterii po latach deklaruje, że niezasłużony sukces finansowy totalnie zniszczył ich życie. Pozory mylą…

Czytaj dalej Wygrana w “Totolotka” – przepis na bankructwo.

Poznasz jakość związku po… tankowaniu (w obu znaczeniach).

Nie mogąc spać przed akademickim zjazdem na pewnej uczelni, włączyłem w tv stary western „Rio Bravo”. Przy muzyce pięknej niczym ta nowa burmistrz Rzymu dzieją się pouczające sceny. Oto elegancki amant kinowy, Dean Martin, gra tam zapijaczonego zastępcę szeryfa. Ponieważ przy bojach z mafią nałóg zmniejsza jego szanse przeżycia (coś jak jawne bycie lewakiem na Marszu Niepodległości), szef postanawia mu pomóc. Czytaj dalej Poznasz jakość związku po… tankowaniu (w obu znaczeniach).

Świergotka w Warszawie.

Młode matki w Warszawie noszą zazwyczaj wygodne, nieestetyczne dresy i hmm… znużoną minę sarny postrzelonej w półdupek. Ostatnio w metrze zaś widziałem radosną, świeżo upieczoną mamę, posiadającą zauważalny akcent wschodni. Przeszczęśliwa, typ świergotki. Wiek akademicki, zatem przewija dziecko w czasie, gdy jej rówieśniczki przewiajają woluminy prawa podatkowego (do sesji). Zaobrączkowana, wysokie szpilki, rajstopy, kiecka, pełen makijaż i 100% uroku. Tańczy na peronie z wózkiem i dziecięcym jogutem w dłoniach. W tych szpilach! Gdzie jesteście, malarze świata?

Bankierka i szynszyla – nie zdradzają ukochanego. Bierz je, chłopie!

W miarę zbliżania się Walentynek (tak, wieeem, że to za półtora miesiąca) niesparowane dziewczęta dyskretnie sondują, gdzie znaleźć dobrego męża: “Normalnego, wiesz. Takiego, żeby nie pił. Zapisałam się ostatnio na kurs układania kwiatków i naukę hiszpańskiego, ale nawet tam nikogo nie poznałam”. Temu zagadnieniu towarzyszy westchnięcie i zaciśnięte usta. Aha. Byłbym człowiekiem niedobrym niczym polskie kino, gdybym nie zastanowił się nad podpowiedzią, skierowaną do wielbicielek filmu “Pamiętnik”. Czytaj dalej Bankierka i szynszyla – nie zdradzają ukochanego. Bierz je, chłopie!

Najpiękniejsza z melodii, wg Diany Rudnik.

Czytam wywiad z p. Dianą Rudnik, dziennikarką. Super babka – jak każda, którą cenię. Zawsze elegancka, taktowna, ułożona. Ładna. Początek ankietki, mowa o stacjach radiowych i płytach cd, muzycznych duperelach:
– “Czego Pani słucha najchętniej?”
– “Tak zwyczajnie. Słów ukochanego”.

Prowadząca niezrażona, brnie pytaniem dla miliona czytelników:
– “Czym są dla Pani sprawy intymne?”
– “No właśnie”.
Pytająca pauzuje, lekko zmieszana:
– “Yyy, czyli co?”
– Ależ one są dla mnie… “.

Sprawdziłem. Mężatka z długim stażem. Rety 🙂

Słowiańskie niedomówienia…

W trakcie podróży do Gdyni rozmawiam sobie – in english – ze studiującym MBA Rosjaninem, całkiem zamożnym, przyszłym bankierem. Dość inteligentny, przyszła elita kraju. Antyrządowy, wnioskuję z jego zagajenia:

– “Jeśli chodzi o imperialność – mówi on – to kretyńskie zachowanie. Powiedz no sam: drapieżny atak na Ukrainę, pakowanie pieniędzy w te ich wielkieee rakiety, bezprawie policji, jawne wręcz finansowanie terrorystów, wysyłanie narkotyków prosto na moskiewskie ulice, władza w rękach vip-ów i pogarda dla normalnego obywatela”.

– “Coś w tym jest…” – stwierdzam taktownie.

– “Do tego brudne ulice. Say, Tom, kiedy… ci amerykanie (małą literą, tak by napisał) przestaną robić te wszystkie straszne rzeczy, o których mówimy?” 🙂

Czy zatrudni Cię Donald Trump?

Z Donalda Trumpa:

– “Wiecie, najgorszym pracownikiem jest pracownik… dobry. Złego bowiem zwalniam natychmiast, świetny jest fenomenalnym skarbem firmy. A dobry? Trudno się przyczepić, niby wtapia się w tłum, acz nigdy nie wzniesie reszty na olimpijski szczyt”.

Dla mnie ta myśl ociera się o genialność…

Cześć!

To najlepszy sposób zagajenia. Zwyczajny, sympatyczny. Normalny – dlatego w Warszawie usłyszysz go rzadko. Raczej będzie to “Witam” – w sklepie, w mejlowym spamie, czy CV, które właśnie położono Tobie na biurku.

Na moim blogu będę pisał niepoprawnie. Recenzował książki, ludzi (serio) oraz wyciągał refleksje z codziennych wydarzeń i błysków.