A. Schwarzenegger: Przedsiębiorca i logik.

Co łączy Arnolda Schwarzeneggera i Sylvestra Stallonne’a? Fakt, że patrząc na nich, widzimy ledwie powłokę. Mięśnie, toporną grę aktorską i emploi twardziela. Ot, pozory.

Każdy z tych gości jest… marzycielem. Dla obu sport był celową ścieżką, do wydostania się z nędzy. Postrzegani jako kloce, mieli trudności w Hollywood – niczym branża eventowa pod rządami Szumowskiego. Czy okazało się to przeszkodą? W żadnym wypadku.

Zamiast śledzenia brzydkiego słowa na k***s, lepiej posłuchać o wyliczeniach Arnolda. Jego matematyka rujnuje powiedzonko „nie mam czasu, ej”.

Chcąc ocenić swoje życie, spójrz na swój dzień.

Kamil Cebulski, przedsiębiorca i założyciel uczelni Asbiro, zauważył, że dziś większość ludzi rozprawia o wielkich ideach, a zawodzi w… drobiazgach. Chciałaby zmienić świat… a mogłaby zmienić skarpetki. Zamiast delektować się tajemnicą, wcinają fastfood przy telewizji. Dotyczy to zwłaszcza polskich coachów (nie wszystkich!), którzy chcieliby odmiany świata, a nie są w stanie odmienić… wyrazów. Mowa o poprawnej odmianie 😉

A zatem…

Tytułowa myśl, zapożyczona od Larry’ego Wingeta, w moich oczach ociera się o genialność. Jest prosta, przyziemna, miejscami – bezlitosna. Z tego względu… może boleć. Bo im bardziej nieprzyjemna zdaje nam się odpowiedź, tym większe prawdopodobieństwo, że to… prawda.

Niejeden logik (np. Robert Krool) twierdzi, że do parteru sprowadzają nas proste, brutalne pytania. One odzierają ze złudzeń. Zakładam, że mogłyby wyglądać z grubsza tak:

Co chcesz osiągnąć? 

Co to oznacza? 

Jak poznać, że osiągnąłeś cel? 

Ile lat pracujesz?

Ile w tym czasie zgromadziłeś pieniędzy?

Co możesz odjąć ze swojego życia bez żadnej straty?

Ile testów/prób wykonałeś?

Co to znaczy, że chcesz?

Jak wygląda Twój dzień, licząc kwadrans po kwadransie?

I wreszcie, podsumowujące całość wywodów: Czy zdajesz sobie sprawę, że te kwadranse składają się na całe Twoje życie?

5 metod na poprawę koncentracji.

5Głębokie, laserowe skupienie wyróżnia każdego gracza klasy światowej. Może to być chirurg, baseballista, inżynier czy… śledczy. Prezes spółki giełdowej także dysponuje niezłym focusem (nie dotyczy państwowych asiorów, heh). Dlaczego? Szefowie zarządów posiadają asystentki, których głównym zadaniem jest… pozwolić szefowi pracować. Odebrać telefon, umówić spotkanie, napisać e-mail.

I teraz. Czym jest koncentracja, godna fińskiego snajpera? Jest odcięciem się od… otoczenia, bodźców. Można to zrobić na różne sposoby:

1.Rośliny na biurku. Zieleń uspokaja, obniża ciśnienie krwi i redukuje stres. I działa błyskawicznie, niczym straż miejska na widok źle zaparkowanego Lexusa. I w przeciwieństwie do wspomnianej straży, flora jest nam… potrzebna.

2. Tryb lotniczy w telefonie. Mój ulubiony patent o poranku. Dziecinnie łatwo włączalny i nieprzyzwoicie rzadko… stosowany. Odcina od telefonów, sms-ów czy maili natychmiast. Jak nożem uciął. Sama świadomość trybu offline… podwaja koncentrację uwagi. Przetestuj choćby raz!

3. Praca intelektualna o świcie i po zmierzchu. Do tej pory nie rozumiałem, z jakiego powodu koncentracja po obiedzie sięga nizin. A w nocy – szczytu. Aż przesłuchałem podcastu z Miłoszem Brzezińskim, psychologiem. Od niego dowiedziałem się, że mózg płynnie pracuje gdzieś do 11 przed południem, a do 14 – poprawnie. Potem zaczyna się wielki zjazd, porównywalny z przemianą Mariana Kowalskiego. Wieczorem sprawność się dopiero odbija. Od 6 do 11 zrobisz więcej niż od 11 do 21.

4. Weekend bez komputera. Łatwe, prawda?

5. Myślenie na papierze. To, co piszemy, mózg rozumie. Z tego względu warto sobie notować – sprawy do załatwienia, ważne pytania, spostrzeżenia etc. Co więcej, dopiero pisząc dowiadujesz się, co właściwie myślisz na dany temat…

Nie pisząc, nigdy się nie dowiesz!

Prowadź, nie daj się prowadzić. Także w sporcie.

Słuchając kogoś, skończymy jak podpowiadający. Z tego względu należy unikać kołczów z YT (brr!), socjologów w wytartych swetrach i konsultantów finansowych, którzy mają długi. Aha! Jak od zarazy trzeba uchylać się od kontaktów z polskimi trenerami piłkarskimi, szczególnie starej daty. Panowie Strejlau, Engel czy Piechniczek mieli takie powiedzenie: „Gra się tak, jak przeciwnik pozwala”.

Jawi się to jako idiotyzm, wielki niczym, hmm… wskaźnik przestępczości w Argentynie. W związku z powyższym, dopóki polscy piłkarze byli osłuchani z tym powiedzonkiem, nie osiągali nic (chyba, że wynik Polonii Warszawa w Porto – 0:6 – można uznać za sukces. Nie jestem do tego skłonny).

Tymczasem…

Wszystkie wielkie drużyny charakteryzuje chęć dyktowania warunków. Przyjmijmy to za aksjomat – renomowane zespoły zamierzają dominować. Za wszelką cenę! FC Barcelona, Bayern, Manchester City wcale nie grają tak, jak zespoliki Alaves, Mainz czy Leeds Utd. łaskawie pozwolą.

Zwycięzcy dyktują warunki, czerpiąc ze swojego potencjału. Zmuszają do defensywy, z założenia trudniejszej psychicznie („czekajcie no stoperzy, raz się tylko pomylcie pod szesnastką”).

Najważniejszą mocą, prowadzącym do zwycięstwa, jest usilne pragnienie osiągnięcia wygranej. A nie seryjny gest przeciwnika, który pozwala się okraść z trzech punktów.

No, tyle na dziś. Życzę Wam wolności i sukcesów!

Jak zyskać godzinę dziennie?

Dla mnóstwa mieszczuchów sprawa jest nieskomplikowana niczym budowa czołgu T-55. Nawet krótkie telefony, sms-y i maile pożerają… więcej czasu niż ich przeczytanie. Po napisaniu sms-a mózg potrzebuje kilkunastu minut, by wrócić do stan zwyczajowej koncentracji. Sporo.

Stała dostępność on-line to błąd, wielki niczym grzechy Putina.

Jest nienaturalna. Zabiera nasz czas.

Umysł pracuje niezwykle płytko, podświadomie dopuszczając możliwość, że… ktoś nam za sekundę przeszkodzi. W tych warunkach koncentracja uwagi roztapia się niczym, hmm… chadecja w Holandii. Z czasem redukuje swoje istnienie do cna.

Rozwiązania widzę dwa:

a) Tryb lotniczy w telefonie.

b) Wstawanie o godzinę wcześniej niż zwykle.

Sklejone ze sobą, przeniosą ilość wolnego czasu na zupełnie inny poziom. Rezultaty eksperymentu czujemy już po kilku dniach!

Wreszcie profesor, który mi zaimponował.

„Szwajcarzy są ludźmi mądrymi” – jak twierdzi krakus Janusz Filipiak. Najciekawszy matematyk w Polsce – chyba jedyny polski profesor, który nosi czyste buty… Przed intratnym kontraktem Helweci żądają oto pełnego dossier na prezesa firmy. Gustowna teczka zawiera nawet dane o relacji z żoną, moralności córki, dyplomach syna czy wolontariacie szefa. Wszystko to jest podstawą przy – tak, tak, umowie na… komputerową obsługę banków. Zapobiegliwość jawi się jako klucz do sukcesu. Jeśli szef chadza na dziwki po godzinach, jak zaufać jego wychowankom? Morale służy wielkiemu biznesowi, niczym diesel – Volkswagenom.

Czytaj dalej Wreszcie profesor, który mi zaimponował.

Duży sukces dużo kosztuje.

Śledząc biografie facetów z dorobkiem, odkrywamy ze zdumieniem, że… naprawdę duży sukces naprawdę dużo kosztuje. Gwiazda sportu trenuje od 5.00 rano, odmawiając sobie snu, słodyczy i wypadu do brytyjskiego pubu. Utalentowany trader giełdowy pracuje pod presją, którą żołądek dawno przestał tolerować. Rzutki miliarder ponosi odpowiedzialność, która przegniotłaby milionera w pył.

Warto o tym pamiętać, decydując się na podążanie per aspera ad astra. Zawsze jest coś za coś, olimpijski poziom nie bierze się znikąd.

Duże wyrzeczenia są owocniejsze niż cokolwiek. Powodzenia!

Wszyscy miliarderzy mają ten sam problem.

Nikt z ich otoczenia nie rzuci im otwartego: „Stary, to było durne, wiesz… ”. Żaden kumpel ani doradca nie poczuje się dość kompetentny i mocny. Ukryje opinię. O ile więc kiks sportowca widać natychmiast (na dziesiątkach powtórek HD), mylący się kanonier przegrywa bitwę o Ramadi, a sklepikarz podsumowuje luty w Excelu, to lider ma mniejszą szansę rozwoju. Poprzez, hmm… dostrzeganie własnych błędów.

Zresztą, to samo zjawisko dotyczy też polityków, konkretniej – szefów partii. Ci nudni ministrowie biją brawo p. Kaczyńskiemu, nawet, kiedy akurat kicha. Ruskiemu generałowi podwładni czapkują, nawet gdy zwali się pod stół w pijanym amoku. Prezes korporacji ogląda usłużność swoich kierowników, nawet kiedy celowo palnie głupotę (by ich sprawdzić). Samotność, ot.
Czytaj dalej Wszyscy miliarderzy mają ten sam problem.

Małżeństwo to wybór. Bycie singlem jest również decyzją.

To nieprawda, że każdy chciałby mieć udane małżeństwo. Po pierwsze, trudno mówić za wszystkich, będąc precyzyjnym. Po drugie, osoby, którym w deklaracjach zależy na ślubie i dzidziusiach, robą dużo MNIEJ niż mogłyby robić. Często nawet nie robią nic. Przyznaję, że ta metoda jest cholernie skuteczna – rzeczywiście owocuje tym, że się nie dzieje… nic. Łzy wylane na poduszkę, kielichy z winem mołdawskim opróżnione, a wiatr jak hulał, tak hula.
Czytaj dalej Małżeństwo to wybór. Bycie singlem jest również decyzją.