Prowadź, nie daj się prowadzić. Także w sporcie.

Słuchając kogoś, skończymy jak podpowiadający. Z tego względu należy unikać kołczów (brr!), socjologów w wytartych swetrach i konsultantów finansowych. Aha! Jak od zarazy trzeba uchylać się od kontaktów z polskimi trenerami piłkarskimi, szczególnie starej daty. Panowie Strejlau, Engel czy Piechniczek mieli takie powiedzenie: „Gra się tak, jak przeciwnik pozwala”.

Jawi się to jako idiotyzm, wielki niczym, hmm… wskaźnik przestępczości w Argentynie. W związku z powyższym, dopóki polscy piłkarze byli osłuchani z tym powiedzonkiem, nie osiągali nic (chyba, że wynik Polonii Warszawa w Porto – 0:6 – można uznać za sukces. Nie jestem do tego skłonny).

Tymczasem…

Wszystkie wielkie drużyny charakteryzuje chęć dyktowania warunków. Przyjmijmy to za aksjomat – renomowane zespoły zamierzają dominować. Za wszelką cenę! FC Barcelona, Bayern, Manchester City wcale nie grają tak, jak zespoliki Alaves, Mainz czy Leeds Utd. łaskawie pozwolą.

Zwycięzcy dyktują warunki, czerpiąc ze swojego potencjału. Zmuszają do defensywy, z założenia trudniejszej psychicznie („czekajcie no stoperzy, raz się tylko pomylcie pod szesnastką”).

Najważniejszą mocą, prowadzącym do zwycięstwa, jest usilne pragnienie osiągnięcia wygranej. A nie seryjny gest przeciwnika, który pozwala się okraść z trzech punktów.

No, tyle na dziś. Życzę Wam wolności i sukcesów!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *