Wszyscy miliarderzy mają ten sam problem.

Nikt z ich otoczenia nie rzuci im otwartego: „Stary, to było durne, wiesz… ”. Żaden kumpel ani doradca nie poczuje się dość kompetentny i mocny. Ukryje opinię. O ile więc kiks sportowca widać natychmiast (na dziesiątkach powtórek HD), mylący się kanonier przegrywa bitwę o Ramadi, a sklepikarz podsumowuje luty w Excelu, to lider ma mniejszą szansę rozwoju. Poprzez, hmm… dostrzeganie własnych błędów.

Zresztą, to samo zjawisko dotyczy też polityków, konkretniej – szefów partii. Ci nudni ministrowie biją brawo p. Kaczyńskiemu, nawet, kiedy akurat kicha. Ruskiemu generałowi podwładni czapkują, nawet gdy zwali się pod stół w pijanym amoku. Prezes korporacji ogląda usłużność swoich kierowników, nawet kiedy celowo palnie głupotę (by ich sprawdzić). Samotność, ot.

Jest to nieznany szerzej dramat omawianych bossów. Bierze się stąd, że odwaga cywilna jest dobrem luksusowym. Ludzie są tchórzliwi. Szepcą po kątach zamiast walnąć pięścią, politolodzy noszą teczki tym łbom w Sejmie RP, a dziennikarze obsobaczają Putina. Pisząc trwożliwie z kafejki w Kiszyniowie, he he.

„No” means „no”. Mówmy prawdę. Być wolnym – to móc nie kłamać. Dziękuję za uwagę.

Czytaj też: Jabłka dojrzewają na drzewach. A ludzie – kiedy spadną…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *