Nie wiąż się z kimś, kto ma widoczne problemy.

Bo większość z nich ten ktoś… sam sobie stworzył. Analogicznie będzie w związku, małżeńskim lub narzeczeńskim. Stworzą się katastrofy, nieznane naukowcom z NASA. Ludzka kreatywność, także w psuciu sobie życia, przekracza normy unijne. Niestety, kobiety w stylu Beaty Pawlikowskiej czy Bridget Jones są NIE DO NAPRAWIENIA. Złapią depresję, kiedy świeci lipcowe słońce. Wpadną w płacz na widok kotka. Oskarżą pradziadka o krzywy nos – własny nos, do ciężkiej cholery! Dziadkowi nie przeszkodził ożenić się z babką…

Oczywiście, samodyscyplina leczy mnóstwo przypadłości. Bóg uleczy każdą, bez wyjątku. Tylko, że człowiek, zrzucający winę na rząd/aurę/korki drogowe sam odcina się od wpływu na własne życie. Jest jak polski piłkarz, tlumaczący się pogodą podczas Mundialu. Żart w tym, że ktoś jednak zdobył to mistrzostwo świata. Więc się da.

Da się też mieć świetne Małżeństwo i upieram się, że się da. Nie wolno tylko pytać rozwodnika o radę. To znaczy: można. I postąpić na odwrót! W końcu słuchając kogoś, skończysz jak on. Ta maksyma każe bardzo precyzyjnie dobierać doradców.

Bardzo przestrzegam przed popędem litości i wiązaniem się z osobą kłopotliwą. W przypadku kobiet będzie to popularny model: ratowanie chłopa-nałogowca. Bezskuteczne jak odganianie sowieckiego wojska, nie wiem, packą na muchy? W przypadku facetów: ratowanie kobiety zakompleksionej – w grzywką w stylu Luz Clarity z latynoskiego serialu.

To nie ma prawa się udać.

Scenariusze istnieją dwa i są powtarzalne niczym te srebrne Passaty 1.9 TDI. Albo osoba słabsza pociągnie mocniejszą w dół, albo mocniejsza dostanie szału. I odejdzie. Z ulgą, malującą się na twarzy. Rozwiązanie trzecie – wszystko się uda fuksem – jawi się jako rzadsze niż trzeźwość u Junckera, eurotowarzysza.

Podejmuj decyzje rozsądnie. W końcu to Twoje życie, dzięki Bogu.

Czytaj też: Rolnik szuka żony. Och, rolniku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *