Debiutant ma przewalone.

W każdej branży, poza pokerkiem, bycie początkującym jest szorowaniem brzuchem po szkle. Po szkle. W szkole, kiedy wytrenowani kumple śmigają na bmx-ach, raczkujący kolarz też śmiga – własną brodą po ziemi. Początkujący żołnierz dostaje obuchem w łeb na poligonie, który widzi pierwszy raz w życiu. Jako rokujący komandos trafia do spec – oddziału, gdzie zderza się z kilkudniowym brakiem snu, siarczystym mrozem i popsutym sprzętem. Gołowąsy bokser jest obijany przez doświadczonego, wydzieranego zabijakę. Nowicjusz w biznesie zatapia oszczędności w wynajętej burgerowni. Niedouczony kulturysta naciąga mięśnie. Początkujący kibol Lecha przeżywa chrzest bojowy, od którego milszy byłby desant w sektor „Żylety”. W koszulce Lecha właśnie.

Dyletant ma przekichane. Od pierwszej sekundy. Notorycznie.

I tak… musi być. Niewygoda uwiera, nadmiar wyzwań nie pozwala się wyspać, a obite ciało boli. Tymczasem, organizm się wzmacnia, podświadomość walczy. W tle, nieświadomie. Z czasem dyskomfort się kurczy, po trzech miesiącach już milknie, by po dwóch latach wyfrunąć. Kluczem jest utrzymanie pozycji przez inkryminowane 100 dni. Kto nie zaciśnie zębów przez ten okres, nie ma pojęcia, ile traci.

Wytrzymaj 100 dni szoku, chłopie.

Czytaj też: Kontrola czy ledwie “ctrl”?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *