Środa Popielcowa vs Walentynki.

Wczorajszy dylemat wcale nie jest czymś wyjątkowym. Święto Kościelne versus ześwieczczony, komercyjny zwyczaj, kolidujący w kalendarzu. Gryzą się, oj, niczym Real z Barceloną. Grecja z Turcją. Albo migotliwy smartfon z myśleniem…

Notabene, stoję na stanowisku, że 14 lutego to jedyny dzień w roku, w którym widać stan cywilny przechodniów. Jeśli płci żeńskiej, to, ho ho, z kilometra. Kobiety zajęte mają miny wyluzowane, spacerują radośnie z lubymi u boku. Te niesparowane… szturmują sklepy z winem (sam widziałem!), naprzemiennie lustrując własne obuwie. Dyplomacja zawsze w cenie, jako sztuka niełatwa.

Ale, ale, czemuż to wóz wyprzedza konia – jak pisał Gall Anonim – do dyplomacji zaraz wrócimy. Wielki Post jawi się jako cudowna szansa na więcej wolności, dzięki Bogu. Modlitwa. Post. Jałmużna. Odstawienie muzyki podkręca refleksyjność. Zakopanie fejsbuka poprawia koncentrację uwagi. Porzucenie alkoholu czy słodyczy daje (chemicznie torturowanym) organizmom oddech. Ofensywny post ujawnia też skalę samodyscypliny. Człowiek, który pości, zachowując pogodę ducha, zdaje test. Na dyplomatę. Czystej wody.

Good luck!

Czytaj też: Jeśli potrafisz, zrób lepiej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *