Stres? Oto patent notorycznego czempiona. W boksie.

Jankeski mistrz świata w boksie (WBC, WBA, WBO), Floyd Mayweather, miażdżył rywali cyklicznie. Jak Monster Truck – „Poloneza” czy „BMW 7”. Na gruncie zawodowym wygrał 50, czyli… wszystkie, które stoczył. Wszystkie. Aha, jest też najlepiej zarabiającym sportowcem świata – jak sądzę, ten tytuł jawi się zasługą menedżera. Domyślacie się, no, obrotnej narodowości tego drugiego, prawda?

Spotkałem się kiedyś z opinią, że bokserzy są atletami dość inteligentnymi. Grywają w szachy podczas treningów, znają się na dietetyce, ogarnęli podstawowe reguły fizyki. O niebo wyżej niż siatkarze czy piłkarze wodni. Wystarczy poczytać wywiady, choćby z braćmi Kliczko. Uwaga! Jeśli ktoś WYGLĄDA na wytatuowanego prymitywa, z pewnością takim egzemplarzem, no, jest. Życie segreguje bez uwzględnienia.

Mniejsza z tym. Owego Mayweathera zapytano kiedyś tuż przed walką, czy się stresuje. Popijając wodę z bidonu na sofie, odpowiedział leniwie, że wcale: „Przygotowałem się najlepiej, jak mogłem. Jeśli mój przeciwnik pracował jeszcze ciężej, to on ZASŁUŻYŁ na zwycięstwo. Stres nie ma tu nic do rzeczy, redaktorze”. Uważam tę ripostę za błyskotliwą niczym idea Deep Blue vs Kasparow. A z jej nierozumienia bierze się mnóstwo kłopotów. Zbędnych, jak zęby u tego kodowca RP. Niedostatecznie przygotowany student chemii stresuje się kolokwium. Niezdolny dyrektor francuskiego korpo – obawia się wygryzienia przez grono młodzików. Nieprzygotowany przedsiębiorca boi się ogromnego kontraktu (bo nie zdoła udźwignąć). A niedoświadczony studenciak nie sypia przed debiutancką randkę, łykając seteczkę jeszcze w autobusie miejskim ZTM.

Gruntowne przygotowanie. Solidny trening. Plan. I do zawodów, zwanych życiem, można przystąpić z rękami w kieszeniach…

Czytaj też: Ludzie głosują nogami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *