A jeśli farmacja to biznes? [TEDx R. Noworolskiego].

Podczas wieczornego, ot, spaceru policzyłem apteki, które wrosły w piękną okolicę. Miejską i dość drogą. W promieniu KILKUSET METRÓW mamy tu SZEŚĆ aptek. Skoro istnieją, to najwyraźniej są potrzebne. Nie słyszałem, żeby jakakolwiek była dotowana z budżetu – jak to nieruchawe PKP.

Pomyślałby kto, że słowiańską Polskę nawiedziła epidemia cholery, broń biologiczna albo niedomyte, mongolskie wojsko. „Otóż nie” – jak komentuje Tadeusz Sznuk błędną odpowiedź w „1 z 10”. Ominęło nas tsunami, dżuma i nawet pochód nachodźców. A mimo to ludzie walą do lokali farmaceutycznych, jak do tygodnia Lidla.

Dodatkowo, jeśli emeryt raz wszedł do apteki, będzie ją odwiedzał stale. I teraz…

Słyszeliście o wyleczonym emerycie?

Nie? Rozsądne, że lekarze + farmaceuci powinni zawstydzić się nieudolnością, podrapać się w główki i poszukać prostej pracy fizycznej.

Chyba, że…

Farmacja to jest biznes. Wtedy – okej. Twardy biznes, gdzie slogan „zdrowie pacjenta” jest przedrzeźniany podczas drinka z palemką. “Najpierw sięc Aptek, potem Patek [zegarek]”.

Organizm ludzki jest systemem naczyń połączonych. Bóle głowy mogą owocować dyskopatią (bo człowiek pochyla głowę, garbi się częściej etc.). Często receptą jest picie wody w miejsce kawy. Zatrucie konserwantami (ot, żywność sklepowa w pełnej krasie) może powodować… tak, pokrzywkę skórną. Lekarka tego nie kojarzy. Lekarz lekko podejrzewa, ale mu nie wolno. Dermatolog zapisuje więc maść na alergię skórę, a objawy utrzymują się miesiącami. A wystarczyłoby oczyścić organizm z toksyn…

Oczywiście, że nasza żywność… nie nadaje się najczęściej do jedzenia. Ciekawa rzecz. Rzucimy psu resztkę, ten zachoruje na raka… Wiecie, ile jest psich nowotworów? Azorek wszak nie rozmawia przez komórkę, nie ma stresu w pracy, rzadko siedzi przed komputerem (jeśli już, to żeby zdobyć milion lajków na jutubie, heh).

Hmm. Schemat jest +- taki. Chłop/kobieta źle się czuje podczas wizyty w kinie (nie, pewnie nie oglądał polskiego filmu). Spaceruje do lekarza. Potem do apteki. Latami zażywa potem pigułki, kolorowe jak parada w Berlinie (i równie pożyteczne). Posłalibyście swoje Volvo do wulkanizatora, który co miesiąc „naprawia” już „naprawione” lewe koło, biorąc za to kasę? No właśnie! Na gruncie logiki to nie do obrony.

Medycyna inwestuje w klientów dożywotnich. Właśnie szukają lokalu na siódmą, intratną aptekę…

Za opóźnienie (w rozwoju) przepraszamy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *