Kiedy odsiecz powoduje, że dopiero się martwisz.

Ostatnio przez Polskę przetoczyły się fale burzowe, a przez media – też fala, informacji o pogodzie. Ot, wyrwało sosnę pod Gnieznem, przechodniowi spadła deska na głowę. Pstryczek w nos, może wycelowany w ludzką pychę? Palec Boży, kto wie… Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że… rząd obiecał się tym zająć. Zachodzi w głowę wprawdzie, jak rozwiązać umowę z Gazpromem, nauczyć B. Szydło poprawnej wymowy albo znaleźć paragraf na tego szczerbatego z UBywateli RP. Wie za to, jak… poskromić tornado. Moje pytanie brzmi – co faceci, zgromadzeni na zdjęciu, w ogóle tam robią?!

Przejechali pół kraju, żeby zobaczyć, jak… leży drzewo. W sprawnym kraju istnieją procedury, plany awaryjne, wreszcie – inicjatywy oddolne. Po prostu poszkodowany Szwajcar zbiera gałęzie, wiąże je słomą, po czym stawia szałas, choćby prymitywny. Później postawi lepszy, z sąsiadem. W tle pracują służby, bezszmerowe niczym silnik Mercedesa klasy S.

U nas spada gałąź. Przyjeżdża więc minister ze swoimi przydupasami. Patrzy na ten konar, który zapłonął ochoczo, niczym w reklamie Brejweranu. Po czym robi zatroskaną minę, kłopocze się do kamer „ojej”, poprawia grzywkę i idzie na zasłużonego pączka. Media antyrządowe zrobią z niego potem opóźnionego leniuszka, prorządowe – zatroskanego patriotę. W tym momencie rzucam butem w telewizor. Po sekundzie zaś zachodzę w głowę – hmm, przecież ci goście dowodzą oddziałem antyterrorystów. Sprawiają tu wrażenie Gangu Olsena, który za moment potknie się o własne sznurowadła! “Przykro patrzeć na te zbolałe, osowiałe twarze” – powie ośmioletni Jaś-pogorzelec po wizycie rządowej delegacji…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *