Żyj poniżej swoich możliwości.

Kłopot z ekonomią polega na tym, że jest ona nauką okropnie nieintuicyjną. Wygrana w „Totolotka” prowadzi zwykle pod karton (bo szczęśliwiec fiksuje, kupując sobie helikopter Apache). Premia w fabryce może budować zamożność taśmowego, a dokera poprowadzić na bruk (gdy przepije z kolegami). Weźmy tutaj dobroczynność. Pozornie stratna. Co ciekawe, zwraca się ona ZAWSZE i jest najlepszą poduszką bezpieczeństwa dla ofiarodawcy. Nasz dzisiejszy aksjomat brzmi: przedsiębiorczy hydraulik musi być bogatszy od… znanego lekarza, medialnego piosenkarza bądź wziętego aktora. Bo jest przyzwyczajony do normalnego poziomu życia, podpieram się tu Amerykanami.

Kalkulator jest prosty jak struktura mózgu przeciętnego posła – przychody muszą przewyższać wydatki. Tutaj dopiero robi się ciekawie, heh. F. Karzełek opisywał drogę przeciętnego studenta, który idzie do korpo: w akademiku utrzymuje się za kilkaset złotych, otrzymanych od zatroskanych rodziców. Dzięki pracy np. w ubezpieczalni zarabia odtąd, no, sześć razy więcej, wydatki zaś skaczą… siedem! Bo musi się ładniej ubrać, kupić zieloną „Hondę”, skoczyć na drinka do lokalu w centrum (bo nowi znajomi tylko tam chodzą). Koniec końców, korpo-szczurek pracuje, a dług mu rośnie! To po co pracować? Pojawia się zniechęcenie, czasem szczypta roszczeniowości. Dalej już tylko przepaść – zapisanie się do wąsatego związku zawodowego, brr. Rozum, Panowie!

Analogiczny błąd jak nasz studenciak robią dentyści, adwokaci bądź wzięci sportowcy. Dom w willowej dzielnicy, w garażu najdroższe_BMW-na-jakie-nas-stać, kapryśne zakupy czy drogie LCD Philipsa. Minus polega na tym, że… na to trzeba zarobić. Pięciokrotnie droższa bryka implikuje droższy serwis, ubezpieczenie AC czy parking. Tańsze auto powoduje, że zamiast harować na osprzęt ESP, można w danym czasie spacerować, poczytać, pójść do teatru bądź… na randkę. O, na randkę szczególnie.

Wyjątkowa osoba zasługuje bowiem, jak sądzę, na CZAS dla niej.

A Lexus, zbudowany z metalu i uszczelek, to zasłużył?

P.S. Zamożność oznacza raczej wydolność finansową, tzn. okres, jaki przetrwamy, gdyby od tej sekundy nie wpłynęła ani złotówka. Za podstawę rozmowy uważa się sześć miesięcy (to łatwe!), a zamożność – powyżej 24 miesięcy. Teraz smaczek – tu nie ma ani słowa o tym, ile kto zarabia, kluczem jest bilans…

Bo inaczej ani M. Tyson, M. Jackson, M. Wiśniewski (by pozostać przy samych Michałkach-bankrutach) nie trafiliby do dzisiejszego tekstu.

Wydawaj mniej, wyśpisz się lepiej…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *