Szczęsny znaczy szczęśliwy. Czy na pewno?

Jak przeczytałem, żona polskiego piłkarza zażądała od niego prezentu na czas nudy. Pomyślałem wtem o szachach, książce przygodowej bądź, nie wiem, skrzypcach Yamaha (w wersji dla początkujących). Ostatecznie – sugerowałbym jej nawet pracę! Ostatecznie, p. Marynę Łuczenko-Szczęsną usatysfakcjonował dopiero… luksusowy odrzutowiec. Zaciekawiło to faceta, któremu codziennie myję zęby. Zatem oddaję sobie głos:

Pierwsza rzecz. Nie ufam kobietom o podwójnym nazwisku, zdecydowanie. Pewnych rzeczy się nie robi. Gronkowitz-Walc, Kornbaum-Doda czy Hasiuk-Pehowicz to pierwsze z brzegu przykłady. Rozważmy to na gruncie logicznym. Jeśli kobieta odmawia przyjęcia nazwiska męża, to znaczy, że mu się… nie chce oddać w całości. Ewentualnie, że woli brzmienie panieńskiego. Niechże więc zostanie stara panną, uszanujmy jej wybór!

Po wtóre. Na ukraińskiej wiosce mieszka sobie dziewczę. Niezbyt lotne, przy czym wyraźnie ładne – przyznaję. PKS przejeżdża raz dziennie po wiecznie zaniedbanej okolicy. Nagle panna zostaje modelką, wyjeżdża na zachód, dostaje apartamentowiec z Jetem w zestawie. Zapytajmy, czy palma w takiej sytuacji mogłaby jej nie odbić kompletnie? No, nie mogłaby.

Prezent p. Wojciecha uważam za niezbyt mądry, demoralizujący. Chcę mu tutaj oddać, że posiada prawdziwie ułańską fantazję. Sam zachowałbym się bardziej powściągliwie. Chłop wyczerpał bowiem arsenał, nomen omen, prezentów. Trudno taki podarunek potem przebić słonecznikiem z łąki. Albo listem miłosnym. Albo niechby – futrem z szynszyli. Pozostaje tylko prom kosmiczny NASA.

I tak sobie myślę, że ludziom, którzy się wybili, trudniej znaleźć współmałżonka. Czasem niewątpliwa zaleta sublimuje w skazę, o paradoksie. Niezależnie od branży. Zarobki sportowców, artystów czy przedsiębiorców są podawane w mediach. Dom rodzinny każdego opisały ciekawskie gazety, a plany na przyszłość (które powinny pozostać tajemnicą) – poznamy w gazetowym wywiadzie. To utrudnia.

Donald Trump ożenił się świetnie dopiero za trzecim razem, zbierając wcześniej zaskakująco… bolesne doświadczenia. Elon Musk jest najbardziej niezdarnym randkowiczem, o jakim czytałem. Geek. Nadmiernie inteligentny, jednocześnie przesadnie wylewny uczuciowo, o niewprawnym guście. Przeciętna dziewczyna z naszego Gorzowa byłaby mu sto razy lepsza niźli roszczeniowe harpie spod Miami, które sama atakują. Wybitny pisarz W. Łysiak miał analogicznie zły gust, powierzając cenny rękopis kobiecie, która go… opchnęła na bazarze. Książę Windsoru, Karol, oglądał swoją brankę w Mercedesie saudyjskiego księcia, upokorzony. Gdyby nie był arystokratą, nigdy by się nie spotkali.

Przecież genialny kierowca F1 nie skoczy incognito na randkę do Starbucksa, bo fani otoczą go niczym kodowcy Sejm RP. Wybierze luksusową knajpę, gdzie szatnia kosztuje 100 euro. I spotka tam kobietę, która do innych… nie wejdzie.

Poza tym – wybitność wymaga czasu. Miesięcy, poświęconych na trening, pracę, lekturę, zbieranie doświadczeń. Brak czasu rekompensowany prezentami? Zgłaszam veto, Wysoka Izbo. Samolot bywa fajny, kiedy się go zbuduje z tektury. Razem z dzieciakami. Za 3,50zł – radość będzie warta, oczywiście, wielokrotnie więcej. Bywa bezcenna, jak udane zaręczyny. Czasem 15 milionów dolarów kosztuje film, którego nie da się oglądać, z powodu… nadmiaru efektów. Kosztujących z 5 baniek. Błyskotliwie to skwitował Clint Eastwood, produkujący dzieła oszczędnie: „Tamten film kosztował 30 milionów dolarów? Hmm, mając takie pieniądze, mógłbym dokonać inwazji na jakiś kraj!”.

Tymczasem, lotnicza inwazja na p. Marinę może zakończyć się klęską, p. Wojtku. Na każdym bowiem zdjęciu prezentuje pan identycznie promienną twarz. Nieraz ciało zdradzi to, o czym usta milczą…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *