Chcesz dzieci, szykuj się do… wojny.

Rok 1946, nazwano w USA „rokiem milionów małżeństw”. Wtedy właśnie, znużeni wojną żołnierze, powrócili w domowe pielesze, do miast, miasteczek i na rancza. Rusznikarze porzucili tworzenie broni, zajmując się produkcją, wiecie… innego rodzaju. Inżynierowie wzięli się za poprawianie demografii zamiast doskonalenia czołgów Sherman…

Socjologowie, jak to oni, przecierali wtedy oczy ze zdumienia, obserwując szturm na porodówki. Tymczasem wojna i prokreacja kleją się ściśle, niczym Trump i Melania. Nic mężczyźnie nie podnosi tak testosteronu, jak wygrana bitka. Nic. Dotyczy to także bójek ulicznych, walk bokserskich, nawet ustawek kibolskich. Mowa tu o pamiętnym poczuciu bycia niezwyciężonym, fenomenalnej rzeczy, Panowie. Tyle- jednostka. Co dopiero zwycięska bitwa na 20 000 ludzi! Ogorzały wojskowy czuje się niezniszczalny, także psychicznie. Wraca mocarny, kulejąc szarmancko. Czy młoda żona mogłaby mu wtedy… nie ulec, w jak najbardziej prokreacyjnym sensie?

Drugim czynnikiem pro ‘miłosnym jest obopólna tęsknota, podkręcana przez listy, wytarte zdjęcia – trzymane pod mundurem oraz… sny, kojące po batalii rakietowej.

Ciekawa rzecz, związana pośrednio. W tradycyjnych, zachodnich społeczeństwach dziecko NIGDY nie było w centrum zainteresowania. W Anglii nie odzywało się nieproszone, jadało osobno, nieco na uboczu. Krzyki kwitowano chłostą. Rodzice zachowywali zaś chłodny, konserwatywny dystans. Owocowało to… wyższą dzietnością, jak sądzę. Spacer po handlowej galerii rzuca na sprawę takie światło. Większość dzieciaków tam napotkana, jest rozpuszczona jak dziadowski bicz. Głośna. Zdemoralizowana – drogimi prezentami, takimi jak PlayStation czy smartfony z pokemonem. Przeciętna sklepo-matka chętniej postrofuje męża niż dziecko. Warto zwrócić uwagę na omawianych ojców takich pociech. Jawią się jako… krańcowo zmęczeni, znużeni hałasem, zdekoncentrowani. Słowem – będący NIE U SIEBIE. Pajdocentryzm niesie ze sobą niższą płodność społeczeństwa, bo facet zdjęty z piedestału traci grunt pod nogami. Wraz z gruntem, traci moc, spokój myślenia, siłę wewnętrzną. Dziecko postawione ponad ojca rodziny (te markety!) powoduje, że… chłopu się nie chce. Oddałby pięć lat życia za spacer po poligonie, podczas którego ubłocone ciało krzyczy: o sole mia!

Jeśli więc Polska chce wydostać się z zapaści ludnościowej, niemądre 500+ w tym nie pomoże (bo nawet prezes się nie ożenił, ej!). Lepiej… wypowiedzieć wojnę państewku słabszemu i niegroźnemu, np. Łotwie. Otłuszczeni biurokraci wreszcie wygrają rywalizację z kimkolwiek. Usatysfakcjonowani, wrócą leniwie w glorii kanonierów. Żony przestaną nieco kaprysić. Bo która odważna odmówiłaby gladiatorowi, heh?

One Reply to “Chcesz dzieci, szykuj się do… wojny.”

  1. Znow bardzo dobre 🙂 Poza tym fakty są po Twojej stronie, zobacz jaka była dzietność w Polsce po wojnie, znacznie wyższa niż w USA.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *