Za opóźnienie – przepraszamy.

Bliska mi osoba postanowiła wpaść do stolicy. Okulary przeciwsłoneczne, bagaże, gazeta pod pachą, bilet na pociąg – zabrała standardowy zestaw podróżnika. Skusiła się nawet na kosztowny bilet, rodem z PKP Intercity. Naturalnie, superszybki pociąg spóźnił się jak jasna cholera, zaś za opóźnienie PKP… przeprosiło. 100 tysięcy pracowników, lata doświadczeń, miliardowe dotacje z budżetu. Jedyne, czego się nauczyli przez te lata, to wyrażanie ubolewania zamiast, nie wiem, punktualności? Studnia bez dna – niechaj bankrutuje!

Przerośnięte firmy pracują zwykle ociężale. Ale państwowy moloch wlecze się po prostu koszmarnie. W godzinach pracy. Policjant je pizzę, urzędnik ziewa, nauczyciel wypełnia papierzyska, zaś wielokrotny bankrut zostaje posłem na Sejm RP. Wszyscy oni formalnie są w robocie, na czym tracimy wszyscy, jako obywatele.

Podobnie bywa ze start-upami, szczególnie tymi dotowanymi z Unii. Najbogatszy prezes w Polsce, prof. Janusz Filipiak z Comarchu, uważa je wręcz za… ognisko demoralizacji. Wywodzi on bowiem, że firmę trzeba budować na klientach, pracy, usługach etc. Konkretach. Wyhodować soczyste pomidory, zebrać, umyć, ładnie opakować, dostarczyć z uśmiechem na targ, zaksięgować. Natomiast start-upy, szczególnie z działu IT – nie mają ŻADNEGO klienta! Dostają kilka milionów złotych, udziałowcy kupią sobie ekspres do kawy, popracują bezstresowo, czasem zamówią pizzę z ananasem. Aha! 95% wszystkich firm w Polsce, zbudowanych za unio-dotacje, pada… Twórcom brakuje morale, zaciętości, kombinowania po nocach (co pobudza mózg do wysiłku). Pieniądze za darmo (jak ta kasa na PKP) demoralizują. Obdarowani przestają pracować głęboko, w stresie, z poczuciem odpowiedzialności. A wyłącznie taka praca może prowadzić do poprawy wydajności, odkrycia na miarę Nobla czy, hmm… punktualności złomu zwanego pociągiem.

Zresztą, dwa ostatnie wyzwania (Nobel i przyjazd na czas) jawią się przeciętnemu maszyniście jako równie nieprawdopodobne…

A wywiady Januszem Filipiakiem polecam. Profesor, który u szczytu kariery akademickiej na AGH rzucił togą w cholerę („wypaliłem się, zakładam biznes”). Od lat na liście top najbogatszych Polaków. U mnie – na tworzonej liście 100… najciekawszych. Genialny facet. Na debilne czasem uwagi żurnalistów zwykł odpowiadać: „Wie pan, dlatego właśnie ja jestem milionerem, a pan, no cóż – dziennikarzem…”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *