Mariuszu, wracaj do domu.

Polski internet obiegło nagranie pod nazwą „Mariusz wracaj do domu”. Zakładam, że wkrótce przebije kołysankę Korteza o analogicznym tytule, niestety. Krótki opis: biurwa w trybie rozkazującym namawia męża do come backu, tonem łagodnym niczym rozkaz Stalina. W tle jakaś ambona, ton dość napuszony, wzrok martwy. Coś tu nie gra. Pomyślałem o tym nieco, starając się uczynić wnioskowanie przenikliwym. Wnioski poniżej:

Niedobrze powierzać opiekę nad Polską parlamentarzystom, którzy wybierają współmałżonków tak fatalnie. W styczniu pisałem o roszczeniowości innej penelopy posła RP. Podobnie, połowice Kiszczaka czy Jaruzela pokazały tyle klasy, że mróz po kościach przechodzi, brr. Obie. Ciekawa rzecz – dwóch komuchów, trzęsących PRL-em. Jednocześnie – tępieni konsekwentnie przez jakieś 50 lat, po godzinach. Ręka sprawiedliwości…

Kto zwraca się w inkryminowanym klipie do męża, podpierając się autorytetem Kościoła? Ateistka, to raz. Babsztyl, dwa. Osoba, która przy rozwodzie zgarnęła cały majątek, do cna (musi mieć wysoką empatię, skoro gość nie miał na bilet ZTM, będąc posłem). Kobieta, która TYDZIEŃ TEMU udzieliła wywiadu prasie, w stylu „mój eks mnie nie obchodzi, ch** z nim. Idę w politykę”.

Tryb rozkazujący to zły pomysł. Tak się z mężczyznami nie rozmawia. Jeśli chłopina miał dotąd wyrzuty sumienia, to je… stracił.

Jaki stąd można wysnuć wniosek na przyszłość? Mam jeden, niezły. Otóż… te reakcje internautów, obcych ludzi. Wyczuli oni pismo nosem, niczym brygadzista balangę murarzy: „Mariusz, uciekaj. Walcz, chłopie etc.”. Gdyby zapytał ich o opinię PRZED ślubem kościelnym, byłaby zbliżona, idę o zakład. Uznał, że to niepotrzebne, niczym branie wody na statek. No, idiota.

SŁUCHAJ, MATOŁKU MĘSKI/DAMSKI, CO TOBIE MÓWIĄ PRZED ŚLUBEM!

Inna perspektywa jest nieodzowna, emocje przyćmiewają chłód rozumu. Co więcej, normalna dziewczyna nie boi się takiego wywiadu, ma czyste sumienie i niewinność w oczach. Raczej się ucieszy, że poważniej o niej myślimy. Babsztyl – dostanie szału „jak możesz mnie szpiegować, nie zgadzam się, słyszysz, gnoju!”.

Cóż, z obfitości serca usta mówią…

Oczywiście, męskie serca to czują. Damskie – jeszcze mocniej. Stąd bierze się uparte zwlekanie, jako podpowiedź intuicji „rozglądam się za furtką awaryjną, tak po cichu”. Pary, pomieszkujące latami bez ślubu, przeżywają chyba coś takiego, nieprawdaż?

Aha! Szczęśliwe małżeństwa to takie, gdzie teściowie żyją w pełnej przyjaźni z zięciem bądź synową. W symbiozie. Wypowiadają się zatem o młodych ciepło. Podczas sprzeczki małżeńskiej mediują, dyskretnie. Także podczas (potencjalnie) niebezpiecznego flirtu, o jaki ociera się czasem żonkoś w korporacji. Czy to negocjacje bezpośrednie, przy jutubie? Raczej, hmm, kortezowe:

„Wracaj do domu,
jeszcze czas,
ten za kim idziesz,
nie jest aż tyle wart”.

Jeśli kiedykolwiek mamy słyszeć radę dot. powrotu, nie może być to publiczny klip na jutubie. Już lepiej, żeby byłaby to dyrektywa własnych rodziców/teściów/rodzeństwa. Grzeczne dziecko – usłucha.

Z krnąbrnym nie warto się żenić…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *