Miłość zaczyna się… po Ślubie.

Jak co roku, przez Polskę przetacza się fala weselna. Od Wielkanocy do okolic września wedding plannerom robota furczy w rękach, niczym sołtysowi… przed wyborami. Śluby kościelne są coraz kosztowniejsze, nad welonem nierzadko powiewa dron, zaś sypanie ryżem wieszczy świetlaną przyszłość. Szał. I tylko statystyka rozwodów tego nie potwierdza… Otóż, wzywam do ascezy w tej dziedzinie.

Kremowy Cadillac budzi zazdrosne spojrzenia sąsiadów, jasne. Podobnie jak sławna kapela, wodzirej oraz zmrożona wódeczka. Dzieci sypią kwiaty, restauracja dowozi smakołyki, a panna młoda nerwowo spogląda na komórkę. Na telefonie – 21 nieodebranych, od szewca, kwiaciarki i właśnie dojeżdżającej do dworca PKS ciotki spod Makowa. Kłopot w tym, że mamy tu bajeczny przepis na… stresującą sobotę i przyszłe rozczarowanie. Jeżeli kogoś wiozą do kościoła top-lektyką przy szumie fleszy, trudno to potem… przebić. Coś jak randka w luksusowej restauracji, po której wracamy do życia, czyli, hmm… baru mlecznego. Zniecierpliwienie dotknęłoby tu każdego, psychologia bywa bezwzględna. No, zacznij-że, człowieku od mlecznego baru – a knajpa będzie się jawić jako marzenie!

Kolejnym poligonem są wyśrubowane koszty. Tutaj żarcik: „Pieniądze to nie wszystko… Bo trzeba jeszcze posiadać nieruchomości i dzieła sztuki!”. Podobno „kopertówka wszystko wynagradza” – znamy taki argument. Tylko, że para w tle kalkuluje grubość prezentów, licząc na wyjście z finansowego dołka. Podświadomie myśli: „Cholera, wujek Staszek z Chicago miał sypnąć groszem, a wręczył… obraz olejny. Do chrzanu. Jesteśmy na minusie, ej!”. Zaręczam, że wolność od parcia ma swój posmak. I jest to smak Wolności…
Kto nie wierzy – zaczyna ślubne życie z długami, już PIERWSZEGO DNIA. Dług zaś – to płacenie pieniędzmi, których nie mamy. Capisci? Słucham więc ze zdumieniem, że wesele kosztuje 20 000 – 40 000 (plus problemy z salką), zatem para przenosi to ochoczo na 2020 rok. Wolałbym ślub oszczędniejszy, za to… szybszy. Hej. Trzydzieści miesięcy wcześniej do bliskości z ukochaną kobietą, ludzie złoci!

Dobre małżeństwo jest kwestią mentalności i da się je przewidzieć. Jedyna recepta – słuchaj, męski/damski matołku, co ci mówią przed ślubem! Doświadczeni ludzie patrzą inaczej, nie tylko – nogi, tyłek, oczęta, zachwyt koleżanek – jak my. Szersza perspektywa jawi się jako wiedza bezcenna. Podobnie jak zaufanie własnej intuicji. Cóż znaczy intuicja w dobie smartfonów? No, to elektronika do kosza.

Wskazane byłyby przedślubne np. rekolekcje w ciszy, kilka dni samotni w lesie. Wyciszenie emocji, dystans od kolorowego zgiełku, inteligentna szansa na zatęsknienie. Po takim tygodniu kobieta tańczy z tęsknoty. Obecnie – bywa raczej podrażniona. Podeprę się tutaj deklaracją x. Pawlukiewicza, duszpasterza akademickiego z Warszawy. Otóż, podczas 80% ślubów – przyszli małżonkowie… nie patrzą się sobie w oczy. Złośliwi twierdzą, że dlatego, że pierwszy raz widzą siebie za dnia, heh… Sypianie przed ślubem, naturalnie, odradzam. Znając wynik przyszłego meczu trudno maszerować na stadion, zostawmy sobie coś na deser …

Kto mnie zna, wie, że niechętnie słucham męskich deklaracji o potrzebie zwlekania z decyzją. To niedojrzałe, analogicznie jak gra na x-boxie czy trampki do garnituru. Należy decyzję podjąć i pozostać jej wiernym. Kropka. Podeprę się tutaj – wyjątkowo – fragmentem wywiadu z p. Kalidowem. Opowiadał on, jak przeżywał sportowy kryzys i zbierał się do rezygnacji, czyli powrotu do Groznego ze skulonym łbem. Ojciec dał u jedną wskazówkę: „Synu, ukończ, co zacząłeś, bo inaczej będziesz całe życie zaczynał i nie kończył”. Każdy z nas powinien to usłyszeć, przynajmniej raz w życiu. Na razie – sygnalizuję, sprawa należy do poważnych.

Podobnie jak kwestia wierności, dzięki Bogu. Założenie, że ewentualna zdrada rujnuje wszystko – jak nożem uciął/szlus – może wydawać się bezlitosne. Szalenie jednak prostuje życie, jasne sytuacje czynią przyjaciół…

Podobnie jak w życiu pomaga staranny dobór towarzystwa. Polskie seriale w tv wpływają na rodzinę raczej psująco, ukazując pogrzaną wizję świata. Mężczyźni są tam fajtłapowaci (noszą różowe sweterki, brr), kobiety – wulgarne (noszą minki zmanierowane), zaś dzieciaki – zepsute (noszą gumki w tornistrach). Producentowi należałoby, oczywiście, pomóc. Pałą w łeb! Pewnym usprawiedliwieniem może być fakt, że chłopina tworzy w trakcie czwartego rozwodu, to wpływa na wizję świata…

Kończąc, ksiądz Jacek Stryczek opowiada o małżeństwach z Wall Street. Te zakładane przez białych sypią się, niczym domy w Afganistanie, heh. Odwrotnie, tradycyjne związki aranżowane, np. Hindusów bądź pobożnych Żydów – trwają do śmierci. Poustawiane przez teściów. Już na starcie. Przypominam, że mowa o finansowej elicie… Zgodni teściowie – to świetna lokata, rafineria ropy na Uralu się chowa!

Czy miłość zaczyna się po ślubie? Tak twierdzą mądrzejsi (na razie!) ode mnie. Dajmy im szansę.

Poza tym: czasem spotyka się na swej drodze kobietę, która z każdą randką jawi się lekko… piękniejsza. Warto ją wtedy wziąć. Do teatru. Za Żonę. Mnie np. ciekawiłoby, jaką smakowitą foką będzie za 7, 10, albo za 15 lat…

2 Replies to “Miłość zaczyna się… po Ślubie.”

  1. Myślę, że z każdym rokiem będzie jeszcze słodsza, a przy tym jeszcze dojrzalsza… taka wisienka na torcie (życia) 🙂
    Mimo to nie przestanie Cię zadziwiać, jaką paletę smaków odkryjesz przy takiej jednej niepozornej wisience 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *