Intuicja faceta nazywa się jak? Gniew.

Tutaj przypomina mi się anegdota Błaszkiewicza, jak to znajomy spaceruje do baru piwnego. Krakowskie lato, zero-gwiazdkowa mordownia, podarte tapety. Na samym środku siedzi elegancka, pachnąca kobieta – kompletnie nie pasująca do tamtej scenerii. Ładna jak jasna cholera. Chłop, podpuszczony przez kumpli, podchodzi do niej zagaić. Nie wie, że laska jest wyszczekana i przez ostatnie minuty spławiała już kilku, bezpardonowo. Coś jak Doda podczas okresu, dośpiewajcie resztę. Podchodzi zatem, sala zamiera w niemym oczekiwaniu, a chłop zaczyna się stresować tym show. Wypluwa tylko, przejęty: „Czeeść, Antek jestem, a Ty?”. Cięta, publiczna riposta zagajonej podcina mu skrzydła: „Spadówa, chłoptasiu”. Mężczyzna odchodzi, upokorzony, aż nagle skacze mu cisnienie. Gniew. Cedzi wściekły: „A jak ty się do mnie, do ch**a, przy moich kumplach zwracasz?! Rozumiesz?!”. Panna odwraca się doń, rozpromieniona: „Ania jestem, miło poznać”. Historia skończyła się małżeństwem. Dalszych losów nie znam…

Ugrzecznionych panów ta scenka (autentyczna, zupełnie) zniesmacza. Kobiety ją kochają, uważając za… romantyczną. Jaja jak berety, jednocześnie… rację ma ta druga grupa, naturalnie. Rozgniewany facet mówi szczerze i czuje się stuprocentowym komandosem. Jest mocarny. Wda się więc z bitkę z napastnikiem, rzuci papierosy Camel po dwudziestu latach, naprawi chłodnicę w Oplu. Zadziała, zamiast się użalać. Doświadczeni psychologowie twierdzą, że najgorszą (a częstą) reakcję zdradzanego męża jest płacz. Gość jawi się jako przegrany na zawsze. Tymczasem wielu tak reaguje, tracąc resztki szacunku. Dużo lepiej widziany (przez niegodną połowicę, wiem) jest… atak szału, wywalenie kochasia na bruk. Z kopniakiem na drogę. Szansa happy endu rośnie do stratosfery. Żadnych negocjacji, działanie.

Z wielką szkodą się hamujemy, guys. Grzeczność jest w cenie, jednocześnie to słuszny gniew pomaga… przekroczyć siebie. Wszcząć rewolucję w Tunezji. Zwolnić się z nielubianej fabryki gwoździ. Utemperować kaprysy dzieciaków. Bezradność męska to najbardziej parszywa sprawa do czasu elekcji Macrona we Francji, ech. Dlatego ofensywne grupy kibolskie są zdrowsze niż kasta urzędnicza, czekająca wyłącznie na prikazy z góry. A wywalże zajęcie biurwy w cholerę, człowieku! Póki czas!

Szef „Szlachetnej Paczki” ze zgrozą konstatuje, że najwięcej tchórzy na metr kwadratowy spotkał w korporacjach. Oszklone wieżowce. Solidne zarobki. Służbowe limuzyny. Jednocześnie zależność od przełożonego, wewnętrzne poczucie niezasłużonego awansu. Biurokracja, krępująca pomysły. Spójrzmy na umizgi prezesików spółek skarbu państwa – same niezdecydowane łajzy, odziane w niezłe garnitury. Brr. Słabość, emanująca z człowieka, niczym zepsucie z Clintona. Czy Misiek komuś imponuje?

Lepiej być mięsistym drwalem z czystym sumieniem, dużo lepiej…

Ciekawa rzecz, do sprawdzenia. Mianowicie, budowa ciała wpływa zauważalnie na poglądy polityczne samca. Twardziel o budowie boksera jest ZAWSZE sympatykiem prawicy, a słaby okularnik w rurkach – ZAWSZE lewakiem, zwykle po nieukończonej socjologii. Gdyby wybory odbywały się zatem na siłowniach, Korwin walczyłby o prymat z ONR-em już ósmą kadencję. Gdyby w wegańskich kawiarenkach – rządziłaby nami mumia Lenina, jak nic. Konkrety (kibolka, strongmani, kowale) – skrajna prawica. Panowie bez mięśni zwykli głosować na lewicę. Ciekawe, jaką budowę ciała ma ten idiota od afery ws. Teatru Powszechnego, kojarzycie?

Idiotą na pewno nie jest za to amerykański macher od Audi. Po kryzysie 2008 roku zamówienia na niemieckie limuzyny zaczęły spadać. Gwałtownie, niczym popyt wizytację Putina. Jedynie Audi zanotowało wtedy wzrost, reszta kwiczała. Macher skwitował krótko: „Zauważyliśmy, że na rynku panuje recesja. Jednocześnie uznaliśmy, że – no cóż – nie zamierzamy w niej uczestniczyć…”.

Podobnie skwitowała sytuację w swoim biurze Gosia, pracująca jako sekretarka. Moja koleżanka, zresztą – całkiem fajna. Wstała, rozejrzała się dookoła. Dostrzegła pieprznik, wzbogacony dąsami ludzi zmanierowanych. Uznała, że nie będzie w nim uczestniczyć. Dzień później złożyła wymówienie, ja zaś… składam jej gratulacje. Towarzyszący jej Włoch przyjął to wszystko leniwie, nawet nie przerywając jedzenia. Ot, obywatele Italii…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *