Rywalizacja. Biorę.

Dziewczyny notorycznie konkurują wyglądem. Podczas zabaw weselnych, pokazów mody, dyskotek czy konferencji. Ładniejsza kiecka. Szpilki zamiast pepegów. Staranna fryzura. Pól manewru jest mnóstwo. W efekcie – wszystkie wyglądają piękniej (potwierdzi to dowolny operator ślubny!). Wtorkowy mecz Ligi Mistrzów przypomniał, że mocna konkurencja – paradoksalnie – daje korzyści. Ronaldo śrubuje rekordy (kolejne trzy bramki), czując oddech wybitnego rywala z Barcelony, Messiego. Mistrz Mołdawii może wygrać 300 meczów ligowych z rzędu, a i tak nie potraktujemy go poważnie. Gromienie słabiaków to wyczyn nudny jak patrolowanie basenu miejskiego. Trzeba atakować wyżej…

Najbogatszy miliarder spośród Polonusów, Tad Witkowicz, wspomina początki w kanadyjskiej firmie IT. Karierę Tada można porównać do klubu piłkarskiego, który zaczyna od okręgówki i z każdym awansem w wyższej lidze jest najsłabszą drużyną. Musi harować na mozolny ruch w górę tabeli. Kanadyjski koncern techniczny, lata 80-te. Genialna organizacja pracy tj. wyzysk. Morderczy wyścig wśród inżynierów. Wiecie, 4000 zatrudnionych – jest z kim konkurować o pensję. Co roku bowiem wyrzucano 10% najsłabszych, uzupełniając absolwentami z uniwersytetów. Rok w rok. Zapis w statucie. Obowiązkowo. Można się oburzać, jednocześnie… mnie to kręci. Rywalizacja. Cudownie wręcz mierzalna. Zresztą, wpadłem na ten sam pomysł polskiego +-10%, 40 lat po jego wprowadzeniu…

Co tylko okazuje przewagę technologiczną Anglosasów. Według polonijnych biznesmanów, Polska jest „rynkiem białoruskim”. Słabym. Powolnym. Lekko dziewiczym. Na której polskiej uczelni wywalają 10% najgorszych/leniwych/głupich żaków? A firmie? To do chrzanu takie rywalizowanie, już lepsza inwazja kosmitów. Tutaj przypomina mi się wspomnienie Jana Fijora, pośrednika w handlu nieruchomościami. Chicago. 5 000 sprzedawców, ze 3 000 domów. Do podziału, rocznie. To są dopiero trudne warunki pracy. Boże Drogi, ilu wybitnych sprzedawców w ten sposób powstało! Zmuszonych do myślenia, szukania kontaktów, pomysłowości…

Szwajcaria. Mało zasobów naturalnych. Nieprzebyte góry. Zachłanni sąsiedzi. W efekcie wyrobiona oszczędność. Militaryzacja kraju, jako metoda przetrwania. Niechęć do szpanu, przyciągającego kłopoty/mafie/bojówki, żądne cudzego złota. W efekcie – legendarna jakość, wszechobecna czystość, porządek, zamożność.

W krajach latynoskich jedzenie spada z obfitych krzewów, ropa tryska petrodolarami, a słońce ogrzewa nawet włóczęgów, leżących na hamakach. W efekcie tego przesytu dóbr – kolumbijska przestępczość, wenezuelski syf i wszechobecna legalność związków zawodowych, brr…

Trudy hartują. Tak jak p. Kliczko kombinował podczas walki bokserskiej, słabszy biologicznie. Szukał luk w obronie rywala, odskakiwał, trzykrotnie podniósł tyłek po nokautach. Walczył, co wiemy – nadziewając na rywala ciężkiego niczym lotniskowiec US Army. Owszem, przegrał. I co z tego, skoro wyszedł mądrzejszy?

Nie zawsze musi być kawior…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *