Cena radości.

Wkraczam ostatnio do banku, dość uznanego. Problemy z logowaniem, ot. Wchodzę, pomagają. Jednocześnie wychodzę z myślą: „nigdy tutaj nie wrócę”. Więcej, zdecydowanie odradzam korzystanie z ich usług. Spieszę wyjaśnić. Obsługa lodowata niczym ulubiony napój Kwaśniewskiego. Oschła jak skóra w pierwszej sekundzie reklamy kremu Dove. Sztuczna jak uśmiech Schetyny. Do chrzanu, a przecież byłem jedynym klientem…

Problem, w jaki sposób inteligentnie podać tu nazwę banku, stanowi swoiste wyzwanie. Hmm… Będzie tak: jego nazwa kojarzy się z polskim serialem o… miłości w nazwie, wiecie. Infolinię mają milutką, można się zadurzyć przez telefon. Oddział terenowy – niechaj ginie. Mogliby grać początkujących ubeków w dokumencie Wołoszańskiego. Papierosy, pożółkłe firany, grube tomiszcza oskarżeń, herbata w metalowym koszyku, te klimaty. Wulgaryzmy w tle.

Co to oznacza w makroskali? Że ci ludzie… nie zasłużyli na sukces marki. Totalnie. Podpięli się pod nią, składając podanie do pracy, której nawet nie lubią. Pobudka, poranne mdłości, nużąca jazda autobusem (z „Rzepą” pod ręką), niechętne patrzenie na klienta, który ma więcej pieniędzy od nich. Wieczorem hejcik na wirtualnym forum, may be. To przecież bije od człowieka.

Dlatego ważne jest życie takie, jakie się lubi. Na podwórku nie ma smutnych piłkarzy, drobny kiks kwitowany jest uśmiechem. Kierowcy Formuły 1 oblewają się szampanem, szczerząc zęby piękne jak w szwajcarskiej reklamie medycznej. Uśmiechnięta sprzedawczyni przyciąga spojrzenia klientów, nawet jeśli rzucili ją do działu z cegłówkami. Bo jest miła.

Dlatego nigdy nie podobały mi się modelki z wybiegów. Chłodne i ponure (to z głodu?). Panów to nie kręci. Podobnie jak p. Doda, okrzyknięta przez brukowce symbolem tego i owego. Lew Starowicz twierdzi (wpadłem na to wcześniej, luz, profesorze), że konfliktowość p. Doroty odpycha. Wulgarność, przykrywająca nawet walory fizyczne (takie miewa, przyznaję). Została porzucona przez WSZYSTKICH samców, którzy się przy niej, hmm… budzili. Wszystkich, sprawdźcie wiki. A następcy ni widu, ni słychu…

To jak, mężczyźni patrzą tylko na biust?

Chętna pobudka to ważny marker (znacznik) udanego, radosnego życia. Niechętna – to fantastyczny sygnał od własnego organizmu. Ciała wszak warto słuchać, reaguje energią na dobrą żywność, zakwasami na pobudzenie mięśni, entuzjazmem na zwycięstwo. Blizna świadczy o dawnym, zagojonym rozcięciu organizmu. Siniak o niedawnym uderzeniu. Lekki tik o nerwicy, zaczajonej niczym ruski Specnaz. Krótki rękaw mówi, że jest ciepło. Mundur straży miejskiej – że lubimy pączki etc.

Ciało niesłuchane buntuje się właścicielowi. Podobnie jak niechciany klient – bankowi, któremu płaci pensję…

One Reply to “Cena radości.”

  1. Panie Tomaszu,
    kolejny wpis przeczytany z dużą przejemnością! Pański blog pobudza myślenia oraz kreatywność. Zatem nazwa Pana bloga jest jak najbardziej uzasadniona.
    Serdeczności.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *