Pierwsza randka oczami obserwatora.

Ostatnio miałem przyjemność rzucić okiem na nowy reality show, wyświetlany w telewizji. Kojarzy mi się z programem „Randka w ciemno” z lat 90-tych, tym prowadzonym przez Jacka Kawalca. Mowa o „Pierwszej randce” – produkcji ciepłej i miłej dla oka, niczym pyszne tiramisu. Gra polega na oglądaniu aranżowanych spotkań damsko-męskich przy drinku, stresie, oczekiwaniach, tych gafach etc. Uważam, że śledzenie samej… mimiki uczestników jest nauczką czystej wody.

Dzięki Bogu, ludzi dobrano różnorodnych – kilku inteligentnych, ze dwie tępe, cztery sympatyczne plus z jednego psychopatę, cholera. Kilka spraw rzuciło się w oczy, niczym kiks włoskiego piłkarza, sprowadzonego do klubu za milion dolarów.

Pierwsza rzecz. Im uczestnik bardziej tępy, tym mocniej przekonany o… własnej wyjątkowości. Naturalnie, wszystko to wzbogacone tatuażem w języku azjatyckim oraz wielce oryginalną deklaracją „jestem, jaka jestem”. Uczestniczki inteligentne mówiły o sobie z większym wyczuciem, lekko nieśmiało. Uważam to za urokliwy marker – znacznik damskiej klasy.

Druga kwestia. Na nadmierny, męski entuzjazm – na starcie -dziewczyny reagowały źle, zauważalnym znużeniem. Podobnie, jak na deklaracje dotyczące przyszłości. Nuta tajemniczości zostałaby przyjęta bardziej ochoczo, co zrozumiałe.

Sprawa numer trzy. Rozprawmy się z mitem, że przeciwieństwa się przyciągają. To wierutna bzdura, nieprawdziwa niczym bezpieczeństwo turysty w Paryżu. Uczestnicy reagowali najlepiej (powiększeniem źrenic, uśmiechem, pobudzeniem), kiedy okazywało się, że coś ich łączy. Bliskie sąsiedztwo, zawód nauczyciela, słabość do hiszpańskiego wina czy – autentyk – defekty urody. Brak punktów stycznych znakomicie oziębia wzajemne kontakty. Anarchistka z narodowcem dogada się tylko na filmie romantycznym, takim na trzy gwiazdki. W życiu – no way! Warto o tym pamiętać.

Nauczka czwarta. Pozerstwo odpycha. Pojawił się gość, mówiący o sobie tak słodko, że miałem ochotę walnąć go łopatą w łeb. Chyba notoryczny rozwodnik, jakiś tam nauczyciel feng-shui, śliski jak polska autostrada. Opowiadał z tym obleśnym uśmiechem, że jest urodzonym dominatorem. Idiota, żaden dominator tak o sobie nie powie. Po co? Podobnie jak miliarder uniknie chwalenia się majątkiem. Ronaldo, deklarujący, że jest „numer 1 na świecie” stracił w oczach kibiców. Matematyczny geniusz o sobie nie powie, że jest cholernie zdolny – uważa to za naturalne niczym oddychanie.

Rzecz piąta. Z rozbawieniem oglądałem, jak owy „dominator” zapytany przez organizatora, czy będzie druga randka, speszył się, oddając decyzję kobiecie. Nagle osłabiony. Zawstydzony. Zależny. Czym potwierdził teorię, którą chwilę wcześniej wysunąłem…

Szóstka. O perspektywę zapytano w ogóle każdą z parek. Zwykle tutaj… chłop odsuwał się w cień, patrząc błagalnymi oczami w kamerę. W mordę. Dziewczyny, które zmuszono decydować o wspólnej perspektywie, były tym faktem ostro zawiedzione.

A ja pojąłem w lot, dlaczego uczestnicy programu są sami…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *