Gdy matematyk się przeliczy…

Polscy widzowie delektują się ostatnio programem „The Brain. Genialny umysł”. To jedyna produkcja typu reality show, w której uczestnicy… wybijają się inteligencją. Błyskotliwi, inteligentni ludzie, mający savoir-vivre w zestawie nawyków. Wśród nich geniusze wyobraźni przestrzennej, rysownicy (organizatorzy robią zdjęcie komuś z widowni, uczestnik kopiuje je z pamięci w skali 1:1) matematycy (rozsypują worek klocków, gość rzuca po sekundzie – 478 sztuk. Liczą, zgadza się). W dzisiejszym odcinku wystąpił z popisem gość (29 lat), znający np. liczbę Pi do 3500 miejsc po przecinku, wow. Zamiast zaimponować artyzmem niczym Hanz Zimmer, zrobił z siebie durnia. Cóż, taka chyba rola sawantów…

Daję opis. Gość ma dać popis pamięciowy na żywo. Przychodzi wystrojony na scenę, na widowni siada przejęta żona, trzymając kciuki za ukochanego. Okazuje się, że zamiast księgi z liczbami, chłop ma przed sobą 15 hostess w miniówkach. Każda dysponuje zmyślonym imieniem oraz numerem telefonu. Zadanie polega na tym, by pogadać minutkę z każdą lasencja, poznać imię, usłyszeć jej numer. Ciach, ciach. Na koniec zadzwonić przy widzach do kilku z nich (pamiętając więc imię, zainteresowania, numer etc, omyłka niedozwolona).

Przy snajperskiej dozie koncentracji, do zrobienia. O ile myśli się mózgiem…

Kłopot w tym, że nieśmiały dość uczestnik zaczął się do hostess… ślinić, obiecując wspólne wakacje, snując plany randkowe, nieudolnie komplementując etc. Niby – w ramach konwencji, ale coś wisiało w powietrzu, ciężkim jak lotniskowiec USS Ronald Reagan. Urodziwa połowica, oglądająca to wszystko w tle, zaczęła tracić humor, niczym kibice PSG w trakcie piłkarskiego rewanżu. Gdy jedna z hostess rzuciła zadziorne: „wiesz, musiałbyś zostawić żonę dla naszych wakacji, heh”, chłopaczek rzucił „pewnie, okej”. W tej sekundzie uznałem go za durnia o IQ gaśnicy pianowej. No, pewnych rzeczy się nie robi…

Wykazałby więcej klasy, dzwoniąc: „Pozdrawiam, dziewczyno z programu. W moich oczach jest ktoś inny, zatem mój numer się Tobie nie przyda”. Delikatne, zdecydowane okazanie więzi zostałoby przyjęte lepiej. Przez żonę – z uznaniem, przez hostessy – z wyczuwalną dozą zazdrości…

Samoopanowanie zaimponowałoby nam bardziej niż pamięciowe popisy klasy rakiet Patriot. Podobnie jak elementarna, ludzka lojalność. Ostatecznie, chłopak ten program przerżnął z kretesem, wzbudzając lekkie zażenowanie jurorów. Czasem, nawet geniusz nauk matematycznych się przeliczy…

Lojalność, Panowie. Tym się wygrywa!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *