“Niewolnico Isauro”, We miss You!

W roku 2000 furorę zrobił hollywodzki film „Gladiator”. Fabuły nie zamierzam przytaczać, bowiem jest powszechnie znana niczym polszczyzna Wałęsy. W pamięci utkwił mi jeden fragment, mniej kojarzony. Oto przed tytułowym bohaterem współtowarzysze chwalą się znajomościami, m.in. z samym Cezarem. Co robi tu omawiany facet, który generalskimi kontaktami mógłby ich wszystkich spłaszczyć w sekundę? Otóż, Panowie, milczy wyniośle.  Może wejść w konkurs chwalenia się, acz tego nie robi wcale. Trzyma zęby na wodzy, twardziel.

Motyw „Gladiatora” jest wstępem, bowiem clou filmu polega na tym, żeby się gość wyzwolił. Zerwał więzi, wyrównał rachunki mieczem, wrócił na zasłużony piedestał etc. Kibicujemy mu, bez tej walki film byłby bezcelowy, nieczytelny niczym przepisy baseballa dla Europejczyka. Gdyby się nasz fighter zakochał, pozostając w więzieniu, uznalibyśmy to za bredzenie wariata, a nie happy end. No, typowy film dla facetów przy whisky po godzinach. Budujący.

No właśnie…

W barwnym okresie schyłku komuny Polki zafascynowały się inną produkcją, pędząc do domów z biur, pralni i upadających PGR-ów. Nasze krajanki zaaferowały się latynoską telenowelą. Mam na myśli, oczywiście „Niewolnicę Isaurę”. Teraz najlepsze: fabuła serii wcale nie dążyła do tego, by czarnowłosa bohaterka się wyzwoliła, zasztyletowała kogo trzeba, spaliła wioskę etc. Chodziło o to, by się wreszcie… zakochała, pozostając niewolnicą. Tym razem – swojego wybranka, heh. Jaja jak berety. Damski sentyment do nazwy serialu nawet dziś jest nieprawdopodobny. Otóż oglądające powszechnie chciały być takimi… niewolnicami, w pięknych sukniach i złotej biżuterii! Produkcja szwedzka „Związek partnerski Izaury Sp z o.o.” cieszyłaby się popularnością szczątkową. Powtórzę: Polki pokochały serial o pięknej niewolnicy… zazdroszcząc jej!

Intuicyjną inklinację do bycia pilnowaną, prowadzoną widać nawet na – drobiazg – debiutanckiej randce. Dziewczyna reaguje ciepło, kiedy do niej dzwonimy przygotowani tj. zakładamy damską zgodę, proponujemy dokładny czas oraz lokalizację kawiarni. Panna sporadycznie zaproponuje korektę godziny o kwadrans, tyle. Wariant partnerski, zawsze niebywale frustrujący dla płci pięknej wygląda tak: „Może byśmy się kiedyś tam spotkali? No, nie wiem, kiedy. Obojętnie gdzie, mi wszędzie pasuje, mam zaaawsze czas. No, a gdzie byś chciała?”. Szansa, że dziewczyna się zadurzy w takim delikwencie, jest mniejsza niż ekspresyjność Waldemara Pawlaka. Prędzej go zamorduje własnym parasolem…

Widać to szczególnie w telewizjach śniadaniowych. Ustępliwość facetów-pogodynków jest nieprawdopodobna. Brzydzą się zdaniami twierdzącymi we własnych ustach, nadskakują zaproszonym tam dietetyczkom, ustępują we wszystkim, siedzą z nogą na nodze niczym kokietki [próbowałem, nie da się, silnie zgniata to i owo]. W efekcie takiego nadskakiwania kokieteria zaproszonej wizażystki dotyczy wyłącznie kamery, nigdy zaś prowadzącego…

Wróćmy do Isaury. Stawiam tezę, że omawiany serial wpłynął na polskie rodziny… pozytywnie. Zauważmy, że po skończeniu emisji współczynnik rozwodów zaczął rosnąć (a 80% pozwów składa płeć piękna). Niewolnica jest przecież postacią posłuszną, bezwolną, której należy się opieka – polskie żony się w to wczuwały. Bezwiednie. Mikołaj Cieślak z Kabaretu Moralnego Niepokoju opisywał ostatnio, dlaczego zespół… radykalnie przestał grywać skecze o menelach, całkiem popularne zresztą. Otóż artyści zauważyli, że mimowolnie przejmują zachowania brudnego Mietka, bezrobotnego Gwidona etc. Częściej przeklinali, czasem rzucili papierek na ulicę, stali się mniej pracowici itd. Zatem seriale konserwatywne (w których ludzie są zgodni, rodziny kochające, a głowy domu konkretne) wpływają na społeczeństwo budująco, wzmacniając więzi, dzięki Bogu. Tymczasem w polskich, popołudniowych serialach młodzież zachowuje się wulgarnie, kobiety robią kariery, zaś ich mężowie są beznadziejnymi dupami („Rysio z Klanu” ma kumpli w innych seriach, dramat). Żona oglądające takie seriale staje się partnerką… gorszą, gdyż jej mózg systematycznie oswaja się z popieprzoną wizją świata. Zmienia się delikatna sfera podświadomości, oglądając kłótnie  w każdym odcinku stajemy się mocniej konfliktowi. Nie wiem, czy to zaleta w przypadku płci pięknej, oj…

Wyobraźmy sobie na koniec scenę: dwie sąsiadki siedzą na plotkach, obgadując swoich wybranków. Jedna mówi: „jesteśmy w związku partnerskim , to on MUSI zmywać, kazałam”. Druga: „Za to ja zmywam, gotuję, prasuję . Jestem kompletną NIEWOLNICĄ mojego Bartka, ach”. Która dama jawi się raczej pogardliwa, a która bardziej… zakochana?

Zamiast tych okropnych kursów przedmałżeńskich, „ucinających jajka”, gdzie zziajana emerytka poucza narzeczonego przy wybrance, proponuję inne rozwiązanie. Jakieś 10 sesji „Niewolnicy Isaury” po godzince. Delikatne dziewczę, które się uśmiechnie marzycielsko, jest świetnym materiałem na dobre życie. Kobieta, która tu odmówi stanowczo (ONA RZĄDZI) nie nadaje się na żonę, Panowie….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *