Dlaczego mężczyźni odchodzą do młodszych?

Słucham tego opisu notorycznie, podczas mieszanych drinków z równie pomieszanymi małżeństwami. Zawsze to kobieta inicjuje temat, skanując pilnie minę swojego wybranka. Jest to opowieść o „draniu, który zostawił kochającą żonę dla młodszej baby” [naturalnie, ta miłość wyrażała się w gonieniu faceta do zmywania garów po 16 h skręcania mebli w fabryce, sporadycznym ośmieszaniu przy koleżankach, lekkim kontrolowaniu etc.]. Słuchające wywodu towarzyszki zanoszą się zwykle oburzeniem godnym Adama Michnika. Mężczyźni też tego werbalnie nie pochwalają. I tylko… oczy im błyszczą.

Przypominam, że tylko 1% panów wie, co to jest ten „cellulit” (nie należę do omawianego grona, heh), 2% kojarzy „cerę”, zatem dostrzeganie różnic kosmetycznych jest generalnie obce samczej naturze. Mężczyźni nie odchodzą zwykle do młodszych tak bez powodu, powiedzmy to sobie otwarcie. Odchodzą do MILSZYCH. Koniec tezy.

Jeden z polskich mistrzów kickboxingu, Paweł Sieczkiewicz, opisywał ostatnio, jak to cenne zalety stają się… przekleństwem. Otóż wybitny talent osiąga w sporcie… MNIEJ, gdyż szybciej się zniechęca, trenuje lżej niż konkurenci. Skoczy na piwko, odpuści trening, zlekceważy nowicjusza, łapiąc fangę w przegrody nosowe po trzeciej minucie. Analogicznie, duża część ślicznych korpo-lasek rzuca sobie kłody pod swoje zgrabne nóżki. Mają samochód, dobrą pracę, są niezależne finansowo. Na pierwszy rzut oka – same zalety, jednocześnie NIE w męskich oczach. W ochach chłopa są to wady, gorsze od figury Marit Bjoergen. Paradoksalnie, miła dziewczyna pracująca w piekarni ma… WIĘKSZE szanse na szczęśliwy związek (szczególnie, jeśli zarabia marnie!). Otóż dama niezależna potrzebuje męskiego ramienia… mniej, o czym nie omieszka wspomnieć. Przemilczając sobotnie wycie do poduszki, radzi sobie fenomenalnie. Jeżeli do tego jest np. przepłacona (zjawisko notoryczne w urzędach, płacenie urzędniczce więcej niż 1500zł jest obrazą przyzwoitości), z trudem faceta będzie podziwiać. Tymczasem, do uznania związku za udany facet musi być podziwiany. Jeśli tak nie jest – chłop marnieje niczym lotnisko w Doniecku…

Owszem, w Polsce podziwiani bywają księża, czasem sportowcy, może wojskowi. Przeciętny mąż? Hmm… a kiedy ostatnio słyszeliście żonę, publicznie deklarującą, że swojego chłopa autentycznie podziwia?

Wiążą się z tym tzw. modele wyrażania miłości, tj. sytuacje, w których dana osoba czuje się kochana. Jedne panny ochoczo reagują na czułość, inne na sprawczość (naprawienie kranu), nieliczne zaś na słowa. Wśród panów – odwrotnie, werbalnie wyrażona sympatia z domieszką podziwu jest najlepszą metodą na 95% facetów. Kobieta, która tego nie wie, zerka ze złością na młodszą rywalkę, wbijając kolejną szpilę mężowi: „ty ciamajdo” [ta „ofiara” jest prezesem firmy, a jego żona – wiejską przedszkolanką, bu ha ha].

Pamiętajmy, że panowie zakochują się w słabszych od siebie, a panie – w mocniejszych, wyższych etc. Prezes może zakochać się w młodej sekretarce, która mu radośnie parzy kawę. Wyszczekanej szefowej zarządu nikt zdrowy nie bierze pod uwagę przy ustalaniu romantycznych upodobań, ej.

Kobiety krytykujące swoich mężów same kręcą sobie bicz na łeb. Facet poganiany do roboty więcej przecież pracuje, szybciej dorabia się funduszy. Bierze księgową do pomocy przy fakturach, zatrudnia (mało zarabiającą przecież) sekretarkę. Jeżeli jest zadziorny, bierze spektakularny zamach nogą, stając się przedmiotem opisywanych na wstępie plotek…

I żyje jak w złotej bajce z kobietą, która go wreszcie podziwia!

Niemiłe połowice zachęcam do konsekwentnego krytykowania. Tyle jest uśmiechniętych dziewczyn na świecie, dajmy im wreszcie szansę…

One Reply to “Dlaczego mężczyźni odchodzą do młodszych?”

  1. Prawie się zgadzam. Rzecz w tym że obie strony odeszły mąż i nowa wybranka serca często gęsto spinką się nie dlatego że coś w sobie widzą wzajemnie. Oni wzajemnie widzą w sobie wyobrażenia. Ona wyobraża sobie że facet inteligentny, pracowity, prawie nie pije, a dodatkowo majętny, on wyobraża sobie młoda, ładna, cicha, posłuszna no i podziwia… Kłopot w tym że kiedy się zejdą okazuje się że facet już nie taki inteligentny (znamy wszystkie dowcipy i mądrości) pracowity czyli ciągle go w domu nie ma (a może nowa sekretarka czy asytentka się przyczaja) a majątek ma bo sknera, jak chciałam nowe buciki za 1200 czy torebkę to powiedział że oszalałam.
    Ona w domu już nie taka cicha, wypytuje go, gdzie chodzi i co tyle czasu w pracy siedzi , chce żeby zwolnił asystentkę czy sekretarkę bo zbyt ładna, gotować nie chce, dzieci też (przecież on już ma dzieci) jeść można na mieście a sprzątanie szkodzi na paznokcie, poza tym od sprzątania są sprzątaczki.. Za jakiś czas okazuje się że nowa narzeczona wywala tego sknerę z ich nowego kupionego domu/mieszkania a on chętnie się od tej leniwej jędzy wyprowadzi. Gdzie? Do żony bo zrozumiał co utracił… 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *