Podejrzliwość vs Szacunek.

Byłem wczoraj w kawiarni, gdzie dostałem zaproszenie. Nowo otwarta, elegancka knajpa z dużą przestrzenią do rysowania. Do zamówienia zachęca lekko stremowana kelnerka, o marzycielskim spojrzeniu. Siadam przy stoliku, na kolana wskakuje… sympatyczny psiak właścicieli, domagając się pieszczot. Czochram go lekko za uszami (jest czyściutki i miękki, zatem opory mam małe niczym Francuzi przed kapitulacją).

Traf chciał, że wpadłem potem do lokalu konkurencyjnego (mała, zatłoczona bibelotami herbaciarnia). Już na wejściu usłyszałem: „Widziałam Pana, ha! Ee, to im się nie uda. Gnoje z korporacji. Podobno mają do dupy kanapki”. Czar prysł, uu. Ja bym się tak nie wyraził o rywalu. Naturalnie, więcej na herbatę tam nie skoczę, poczułem niesmak po tej uwadze, topornej niczym blacharka w starym Volvo 244…

Sekundę późnej do okolicznościowej dyskusji włączyła się osoba, wyczerpująca definicję hasła: „babsztyl”, a ja… straciłem już radość z pobytu w tym miejscu. Babsztyl miał z 60 lat, karierę w bankowości oraz silną tendencję do złośliwości. Kaskady złośliwości, gwoli precyzji. Oto szuka pracy w branży, szafując argumentami, które rozbawią każdego faceta między Helem a Tatrami. Brzmią tak: „Jestem pewna swojej wartości, nie dam się wykorzystać, mam doświadczenie w branży. To niezgodne z prawem, pójdę do sądu, bo wolą zatrudnić [trzymaj się fotela, czytelniku, sam jadę na oparach powagi, he he], powtarzam, wolą zatrudnić 25-latkę bez doświadczenia, zagubioną i uległą, która zgadza się na noszenie szpilek! Dodatkowo, ona może zajść w ciążę, a ja na szczęście nie!”.
No, jak dla mnie argument o możliwej płodności młodej kobiety byłby argumentem ZA jej przyjęciem…

Złorzeczenie rywalom świadczy raczej o klasie wypowiadającego dane słowa. Spotykając się z dziewczyną, należy zatem własnych konkurentów… lekko chwalić. Przecież wiadomo, że z nimi wygramy rywalizację o względy. Krytykowanie świadczy o tym, że to nasze możliwości mogą być skromne niczym genitalia Azjaty… Pisał o tym Lew Starowicz (psychologiem jest fenomenalnym) – zazdrosny chłoptaś nieraz wije się, kombinuje bokiem, sprawdza potajemnie smski wybranki, rzuca niejasne oskarżenia. W efekcie… kobieta rzeczywiście zdradza, będąc traktowaną tak nieufnie, jakby coś JUŻ zbroiła. Nienawidzimy kontroli, płynącej z poczucia niższości („taki ktoś jak Ty na pewno się puszcza po drinku”)…

Istnieją dwie metody, ukazujące więcej klasy w sytuacji trudnej. Można kobiecie twardo zabronić delegacji, to raz. Metoda druga: „jedź, ja Tobie ufam. Jednocześnie będę tęsknił, buziaki”.

Okradlibyście poczciwca, który się przed Wami odsłoni, zostawi portfel, powierzy klucze z uśmiechem, bowiem zaufał? No właśnie, nigdy w życiu…

Jednocześnie, gdyby ten sam gość trzymał ostentacyjnie komórkę, żebyśmy mu nie ukradli, zbierał nerwowo paragony – żebyśmy go nie oszwabili za chleb po 1,50 zł, kontrolował nasze telefony, żeby wykryć spisek… poczulibyśmy wstręt. Od damskiego wstrętu do zdrady krok już niewielki, z samej przekory człowieka krzywdzonego („Taaakimi podejrzeniami, jakim prawem? Ja ci pokażę, draniu”).

Albo po prostu historia zakończy się odejściem…

Dostajemy w życiu to, czego pragniemy. Podejrzliwy zostanie zdradzony, bowiem tego w gruncie rzeczy… oczekuje. Zaś ten, który zaufa, pozostanie uszanowany, hej!

Czasem dziewczyny same prowokują, żeby zobaczyć samczą reakcję, przerabiałem to: „Wiesz, kolega mnie zaprasza na kawę. Co o tym myślisz?” Moja odpowiedź, po krótkim namyśle, brzmiała: „Jeśli to Twój kumpel, idź, spoko. Miło spędzicie czas, skoczę na basen. Jeśli smali cholewki – nie wyrażam zgody, daj, powiem mu to”. Dziewczyna poczuła, że jest godna zaufania w moich oczach oraz – zarazem – dość atrakcyjna. Była zachwycona…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *