Dzień Świstaka w mediach.

Ponieważ dopadła nas śnieżyca nieprawdopodobna niczym spokój w Donbasie, włączyłem sobie telewizor. Z płaskiego pudełka sączyła się akurat telewizja informacyjna. Dowiedziałem się z czerwonego paska, że.. spadła śnieżyca, a p. Schetyna pokłócił się z p. Kaczyńskim. Chwilę potem, że Merkel jest kanclerzem Niemiec do dawna (bodaj od czasu wynalezienia koła – przyp. mój). A potem, że Lewandowski strzelił pięć bramek Wolfsburgowi w 2015, ludzie! Rety, czekam na wspominanie remisu na Wembley…

To, co najbardziej odstręcza od tradycyjnych mediów (gińcie!) jest powtarzalność, kompletna nietwórczość właśnie. Ciągle to samo, remake „Dnia Świstaka”. Siada w studio profesor, mówiąc, że „Trump wygrał niespodziewanie”, bądź „sytuacja na Ukrainie jest trudna” bądź, że „imigrantów jest dużo”. Rety, pięcioletnie dziecko bywa bardziej błyskotliwe. No, dowiedziałem się właśnie, że pada śnieg. W lutym. Internet bywa podobny, wiele zagrywek bywa powtarzalnych niczym szachy na poziomie amatorskim. Wróżbita Maciej i jego „wyjedziesz gdzieś w sierpniu”, heh.

Dlatego tak wysoko cenię ludzi błyskotliwych, nieprzewidywalnych. Takich, których czytam/włączam, nie wiedząc… co pieprzną za minutę. Przy czym będzie to skonstruowane logicznie – warunek sine qua non. Na bank do prowokatorów należy Korwin („blokady rolnicze? Jakie blokady? Za mojej władzy żadna nie utrzymałaby się dłużej niż 5 minut. Blokadę bym rozbił, chłopom poobijał mordy, a ciągniki spalił”), Trump („Uznam wynik amerykańskich wyborów. Oczywiście, jeżeli je wygram…”), Zarzeczny („jestem jedynym Polakiem, który zna się na piłce, sorry”), Stanowski („uwielbiam ten moment w grze Civilisation, kiedy bombarduję rydwany przeciwnika”), Jeremy Clarkson („każdy, kto siedzi na tylnej kanapie w czteroosobowym kabriolecie, wygląda jak Hitler”).

Fenomenalnym zasobem smaczków bywa, poza bibliotekami, youtube. Podobnie jak jest źródłem wiedzy – z sieci można wyciągnąć więcej niż wykładów na Oxfordzie. Przy czym – uwaga. Tylko krzywą Gaussa jestem w stanie wyjaśnić fakt, że przystępny wykład profesora neurologii, psychologa bądź przedsiębiorcy ma ze 128 wyswietleń. Filmik ze skaczącymi kotami pięć milionów…

Byłbym zapomniał! Filmik z pieskiem wiadomo, czym się może skończyć – logika podpowiada zakres możliwych rozwiązań. Zwierzak nie zacznie lewitować na ekranie, może wyskoczyć, polizać, ugryźć, obrazić się etc.
W przypadku myśliciela genialnego – nie jesteśmy w stanie przewidzieć jego pomysłu. Dlatego jeden, zaczepny Jeremy Clarkson jest warty stu ekspertów śniadaniowych tv, gotowych rzucić jakże ofensywne hasło: „Po powrocie ze spaceru napijmy się herbaty z cytrynką, kochani…”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *