“Monopoly” jako nauczka.

Wyobraźcie sobie szkolną zabawę w „Monopoly”, z czwórką własnych dzieciaków. Gra idzie wyrównana, leci „Hotel Grand” za „Hotel Bristol”, szybkie targi o jakieś garaże, drobne negocjacje. Nagle najmłodszy szkrab wstaje od stołu, idzie do kuchni, pożycza od dziadka stówę, po czym… wykupuje resztę rodzeństwa (bowiem stówa prawdziwa jest cenniejsza od smykowych milionów!). Uznalibyśmy to za nieuczciwe, niesłuszne zwycięstwo, acz nieco zabawne. Sprzeczne z zasadami fair play. Na bank – niedozwolone.

Wyobraźcie sobie zwyczajnego gołowąsa. Jego umiejętności wskazują na poziom żółty, jednocześnie gość jest niecierpliwy, myśląc: „Nie ma co czekać latami, ja chcę TERAZ mieć”. Co myślicie o takim młodym karatece, który idzie po treningu do chińskiego kiosku, by zakupić sobie… czarny pas? Taki ruch nie wzbudza entuzjazmu ludzi dojrzałych, zwłaszcza – gdy gostek lekko szpanuje omawianą ową czernią przed dziewczynami… A on po prostu wziął najwyższy [“dan” bodaj] na KREDYT. Istnieją książki fenomenalne, którym upływ czasu w kalendarzach nie szkodzi. Biblia mówi, że niemoralne prowadzenie się odbiera radość życia, czyniąc „twarz ponurą”. Odnoszę podobne wrażenie, czytając książki o mafiosach czy obleśnych gwiazdorach rocka – ich żywot to koszmar marniejszy niż aktorstwo w serialu „W 11”. Co ciekawe, Pismo Św. przewidziało także kłopoty tzw. frankowiczów. Jedyny kredyt, jaki do tej pory zaciągnąłem, to… kredyt wdzięczności. Unikajcie zadłużenia, jeśli to możliwe. Doświadczeni przedsiębiorcy wskazują na pożyczki bankowe jako błędy młodości. Kredyt bowiem jest zapłatą pieniędzy z porcelanowej świnki, której… nie mamy.

“Kto buduje dom za cudze pieniądze, podobny jest do gromadzącego kamienie na własny grobowiec.” /Syr 21:8/.

Kredyt zatem pod kupno domu, który ktoś dopiero… deklaruje wybudować, to przepis na katastrofę budowlaną. Ciekawe, jak wybudowano halę targową (tą od gołębi) w Katowicach… Jednocześnie pożyczki sporadycznie bywają przydatne, na edukację bądź własną działalność. Trudno przy tym bezrefleksyjnie zwrócić się o pomoc finansową do kogoś, kto zajmuje się tym od stu lat. Do molochu bankowego, który „wspiera”. Tak, tak, przy okazji budując marmurowe wieżowce, zatrudniając setki prawniczych rekinów, tysiące sprzedawców etc. Banki są instytucjami zachłannymi niczym dworacy tropikalnych dyktatorów. Dawniej była inna metoda na zdobycie środków na zakup np. kuźni czy warsztatu szewca. Pożyczka rodzinna – rodzina wiedziała lepiej, kto przyniesie zyski, kto zbankrutuje, a kto – przepije w karczmie. Świat jakoś funkcjonował, zaś wiek XIX przyniósł eksplozję nowych biznesów – telewizje nie istniały, zatem przedsiębiorcy… dumali, zastanawiali się w wolnym czasie. Łatwość pożyczek finansowych wtedy spowodowałaby, że pomysły byłyby GORSZE, mniej staranne. Niestaranność wykonania jest błędem koszmarnym, co wie każdy pasażer ruskiego helikoptera na wysokości np. 2000 m…

Przepraszam, dom na kredyt wynika z niedojrzałości, szkodliwej finansowo potrzeby „mieć teraz!”. Jest obciążeniem. Kto nie wierzy, niechaj wyobrazi sobie dzień, w którym… spłacił nagle wszystko. Jeśli odczuje ulgę, to znak, że mowa o obciążeniu godnym barków Pudziana! Warto spłacić najszybciej, jak się da – jest sporo lektur na ten temat. Czasem pojawia się argument: „spoko, spoko, idzie inflacja, jeszcze na tym zyskam”. Aha, a bank nie umie liczyć – ochoczo godzi się zatem stracić…

Podobno czynnikiem wydłużającym czas polskiego narzeczeństwa są wysokie koszty wesela, ze 30 000 zł. Kosztowne (dla pary młodej, na dorobku) wesele także wynika z niedojrzałości, chęci zaszpanowania teściom. Kawa i ciastka kosztują wielokrotnie mniej (zachęcam do wynajęcia np. salki parafialnej, mądry ksiądz przyklaśnie!). Para młoda, zapraszająca na herbatkę wraz z deklaracją: „z’organizujemy drogą imprezę KIEDY SIĘ DOROBIMY, KOCHANI” zostanie przyjęta ze zrozumieniem. Może nawet – wzruszeniem. Na bank – chęcią pomocy ze strony opiekuńczej starszyzny. Przypominam, że ślub jest Sacrum, wymagającym tylko zadurzonej parki oraz świadków. Jasne, księdza też. Przeto może być udzielony w tygodniu. Tak zresztą było jeszcze pięćdziesiąt lat temu, podczas powojennych czasów w Polsce. Zapytajcie Dziadków.

Naturalnie, byłem wczoraj w zwykłej salce parafialnej na okolicznościowym festynie, heh. Organizacja zabawy nie wymagała wcale kosztownej restauracji, jakiegokolwiek kredytu bądź królewskiej parady na orszak 50 koni. Potrzebowała raczej… ludzi przyjaznych, osobiście cenionych przez organizatora. I ci dopisali, jak słyszałem!

W przyszłości będę się żenił. Jeśli okaże się, że wszystkie fundusze władowałem we własny biznes, tak, że stać nas będzie jedynie na fakturowaną herbatę plus herbatniki – zaproszę na omawiany zestaw. Patrząc z rezerwą na ślubny kredyt 0%, złotego Mercedesa oraz luksusowy Marriott. Dzień później obudzę się z pewną odpowiedzialnością na barkach. Jednocześnie – bez zadłużenia, jako wolny człowiek. Czy wolność ma swoją cenę?

Byłbym zapomniał! Trump wystartował za własne pieniądze, za Hilarzyca – za kredytowane. 100 milionów wygrało z 2 000 milionów. Jeden dolar prywatny wygrał z dwudziestką pożyczonych…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *