Polisa na życie popsuje małżeństwo.

Słyszałem wczoraj barwną opowieść o podkarpackim rolniku, który dostał zawału w swojej obórce. Rzecz zwykła – to się zdarza. Smaczek polega na tym, że był wysoko ubezpieczony tylko na wypadek potrącenia komunikacyjnego, przez samochód bądź ciągnik. Otóż żona (dysponująca delikatnością ruskiego Specnazu, brr) wyciągnęła nieszczęśnika na pole, po czym… przejechała traktorem. I drugi raz, dla pewności. Miała dostać jakieś 1 200 000 złotych, już kupowała bilet na Jamajkę, dzwoniąc aktorsko po karetkę. Sprawą zainteresował się szybko młody prokurator, więc babka słucha klawisza zamiast reggae. Aha. Gdyby nie luksusowa polisa… ten facet by żył!

Inna rzecz, że był raczej idiotą – bo sobie taką opiekunkę wziął. Naturalnie, przykład jest skrajny. Dalej będzie chłodniej. Ciekawą rzecz obserwujemy w krajach Zachodu. Korelacja współczynnika ubezpieczeń i rozwodów jest ścisła niczym kostium Kamila Stocha. Dla mnie to zdumiewające, zachęcam do poczytania statystyk. Przenieśmy się na teraz chwilę w niedaleką przyszłość, do Walentynek…

Nic lepiej nie obrazuje różnic pomiędzy płciami. Kumpel, gdy mu przypomnimy o ważnym wydarzeniu dnia 14 lutego, skojarzy mecz pucharowy Tottenhamu. Koleżanka zareaguje dwojako – niecierpliwym oczekiwaniem (to ta zajęta!) bądź… płaczem (ew. kupnem butelki wina i słoika Nutelli). Walentynki są tym dniem, w którym żal wrażliwych, samotnych dziewczyny, sunących smutno chodnikiem. Wolny facet w tym czasie spaceruje z rękami w kieszeniach, myśląc o tegorocznym faworycie rajdu Dakar. Wolne dziewczyny zaś popłakują, myśląc ze złością o wybranku, który powinien się dawno… pojawić. W ich życiu. Mróz łamie parapety, stacja „BP” sprzedaje arktyczne paliwo, a one paradują w trzewiczkach oraz miniówach. Wystarczy wtedy jedynie zapytać o najbliższą pocztę, a „przytulną kawiarenkę tuż obok” dziewczyna zaproponuje sama. Kobiecie z natury rzeczy zależy na małżeństwie BARDZIEJ niż jej wybrankowi. Ubezpieczenie ten rytm zakłóca – jej zainteresowanie jakoś spada…

Jednym z powodów jest znużenie – cokolwiek się zdarzy, mamy pieniądze. Po co się więc starać? Jeżeli jeżdżę stareńkim „Fordem Fiestą” i jego producent zaproponuje mi taki deal: gdybym auto popsuł, to oni sprezentują mi bajeranckiego Mustanga – na bank bym o ukochaną Fiestę dbał… mniej. Obchodziłbym się mniej delikatnie, z pewną niechęcią – nawet o tym nie wiedząc! Zatarty silnik kiedyś byłby nocnym koszmarem, teraz – sennym marzeniem, z Shelby Mustangiem w tle!

Jeżeli kobieta wie, że cały jej żywot jest oparty na dobrej formie męża, wtedy o niego… DBA. Jego wypadek, choroba etc. załatwia wszystkich, pomrą z głodu. Dlatego ona się troszczy – zapyta o zdrowie, zrobi herbatę, zaproponuje urlop przemęczonemu. Pomasuje nawet. Pisał o tym kiedyś Korwin. Z drugiej strony – jeśli zawał faceta daje jej 1 mln USD, dom, oszczędności, wtedy gość będzie dostawał więcej… niezdrowego żarcia. Łyżkę słoniny do każdego posiłku. Wódkę z “red bullem” na pusty żołądek – niechaj ma coś z życie, biedaczyna!

Jak będę chciał się rozwieść – kupię sobie nawet pakiet platynowy. Naturalnie, ubezpieczalnia twierdzi (pracują tam często ludzie kontaktowi, na poziomie), że robi wszystko dla Waszego dobra – „8 000 000 zł w przypadku bólu kręgosłupa”! Okej. Wystarczy powiedzieć: „Nie chcę tych pieniędzy, kochani. Wystarczy mi drobiazg – zwrot składek”. Wtedy zobaczycie dopiero, jak koncern się zatroszczy, heh.

Poza tym, polisa na życie kosztuje – można te pieniądze zainwestować. Oszczędzić. Przeznaczyć na dobroczynność, do czego najmocniej zachęcam. Ostatni argument, clou wywodu: Panowie, jeśli zapis w kontrakcie mówi, że grypa Waszej żony poskutkuje stałą wizytą pięciu modelek… będziecie częściej otwierać okno!

Zatem…

Wypieprzcie polisę na życie. Przez to okno właśnie!

One Reply to “Polisa na życie popsuje małżeństwo.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *