Nieoczywiste zalety służby wojskowej.

Jasne, byłbym gościem złym niczym polszczyzna w filmie „Pitbull”, gdybym skupił się na zaletach oczywistych. Takich jak fakt wyższej samodyscypliny bądź porządku. Służba wojskowa pozytywnie wpływa nawet na… życie rodzinne. I to raczej w pierwszym stadium związkowym, kiedy to ludzie dopiero się poznają. Ale o tym później, jako smaczny owoc mojego wywodu. Abstrachuję tutaj od służby w poszczególnych krajach – armia rosyjska różni się od szwajcarskiej, zlewam to w jeden model, obcinając skrajności. Pijany generał to ekstremum, podobnie jak damski saper, brr.

Służba w armii podkręca inteligencję techniczną. Człowiek, który potrafi przywrócić do życia przyrdzewiały czołg T-55, z łatwością wykręci potem żarówkę albo naprawi kuchenkę domową. Zrobienie zapalniczki z drutu kolczastego także wymaga zdolności kombinacyjnych. Przyda się przy wymianie koła!

Ponadto, maszerowanie w mundurze uczy odporności na trudy. Błoto, zawieje, mróz, a jedynym przywilejem szeregowca jest kolejny kilometr marszu. W takich warunkach łatwo oduczyć się narzekania, jako działalności kontrskutecznej. Jedynym skutkiem jest 100 pompek w gratisie. Komandos, zamiast narzekać, milczy wyniośle.

Warto zaznaczyć niezłą organizację pracy. Bardzo pomaga to przyszłym przedsiębiorcom – obserwowanie, jak wyższa to biurokracja… potęguje bałagan, mnożąc papierowe świstki, a nadmiar kucharzy rozpirza stołówkę. Snajper uczy się koncentracji uwagi, saper – opanowania stresu, motocyklista – szybkości reagowania, a generał taktyki. Wszystko to może się przydać w prowadzeniu hurtowni akumulatorów.

Teraz wstęp do ciekawostki. Otóż wojsko jest instytucją stricte męską, poza Izraelem i USA kobiet tam zwykle nie ma (przy czym, w pierwszym kraju żołnierki są zawsze ładne, w drugim – brzydkie jak ciężki grzech). Z maskulinizacją, hartem w bojach, wiąże się swoista… buta, poczucie bycia niezwyciężonym. Aroganckie przekonanie o wewnętrznej mocy. Po powrocie z koszarów kobiety ten fakt doceniają, gdyż… czują się bezpieczne. Taki gość nauczył się prawdomówności i… przeżył. W związku z czym nic go teraz nie ruszy, jest stabilny jak ten posąg z Wysp Wielkanocnych. O to chodzi!

Przekłada się to także na warstwę językową, niepostrzeżenie. W jednostce nie wolno grzecznie poprosić o wodę. O koc. O karabin. Składa się np. ustny wniosek, w związku z czym mundurowy uczy się wydawania poleceń. W trybie oznajmującym. Wchodzi to w krew, dlatego hasło „zrób mi kanapki” jest wykonywane chętniej niż „poprosiłbym o kanapeczkę, jeśli nie sprawi Ci to kłopotu, jejku” (tak słyszy żona cywil-sąsiada, wznosząc ręce do nieba). Sporo można dowiedzieć się o związku, słuchając wyłącznie języka, jakim dwie osoby się posługują. Kto prosi, a kto posługuje się poleceniem. Jeśli polecenia wydaje kobieta, znajomość jest w stanie rozkładu…

Kobiety uwielbiają żołnierzy. Niejdenen z nas ma filuterną koleżankę, która lubi… spacerować pod jednostką. W wysokich szpilach, bądź białych kozakach. Wartownicy wtedy gwiżdżą, cały legion się gapi, a kilku wiwatuje teatralnie, świrując. Można się śmiać z jej celowych spacerów, jednocześnie ona się czuje wtedy KOBIETĄ! Piękną. Chcianą. Wraca do domu tanecznym krokiem, jak po najlepszej randce! A niech stanie w tych kozakach w dowolnym biurowcu, mogłaby tam stać do śmierci w zapomnieniu.

Kobiety przy żołnierzach czują się piękne, bowiem ich zachwycone spojrzenia są… autentyczne. Oczko nieudawane. Słownictwo… no, czasem niezgrabne. To bez znaczenia.

Przez chwilę ona czuje się super laską! A on – tak, tak, komandosem…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *