SWAT pomaga w potrzebie. Zadzwoń.

Fenomen starego filmu „Braveheart” polegał nie tylko na wdzięku niewinnej Zofii Marceau, szkockiej muzyce i scenach batalistycznych (żywcem wziętych z głowy niegrzecznego uczniaka). To co urzeka w omawianym obrazie, to fakt, że wielu chciałoby… w tamtych czasach żyć. Mimo brudnych chat, kiepskiej medycyny i braku piłkarskiej ligi angielskiej. Panowie nabierają energii na myśl o dziarskiej rękawicy, rzuconej w twarz silniejszemu władcy – o walce, w której nie mają szans. Panie zaś – wzdychają, obserwując zakochującą się stopniowo księżniczkę. Polskie gimnazja, dziura ozonowa i samotność całkiem fajnych lasek to wynalazki współczesności, brr. O upadku starego świata świadczy fakt, że słowo SWAT kojarzy się z amerykańskim antyterrorystą…

Dziś będzie o swataniu. W starym stylu. Możecie się lekko zdziwić, jednocześnie… polecam je z serca. Jest równie dobrym pomysłem jak rasowy Shelby Mustang, taneczna muzyka Elvisa i elegancka, przedwojenna polszczyzna. Dobry biznesman najpierw sonduje wartość swojego pomysłu wśród zaufanych, zanim postawi na szalę cały majątek. Wie, że emocje mogą go okłamać, postępuje zatem chłodno. Ileż dramatów wniknęło z hormonalnego dobierania współmałżonka (intuicja to co innego, tutaj polecam)!

Błąd w planowaniu bierze się stąd, że człowiek zakłada, że zna siebie, heh. Zgubna pycha rozumu. Czasem chłop zaklina się przy piwie, że interesują go WYŁĄCZNIE wysokie blondynki o sokolim wzroku. Jest gotów zagwarantować swoje upodobania na piśmie. Mówi szczerze, u eleganckiego notariusza potwierdziłby to na papierze. Potem zakochuje się w niskiej brunetce z lekką wadą wzroku i tylko do niej jest w stanie wzdychać. Co ciekawe, także w tym przypadku… mówi prawdę. A przecież to się wyklucza na poziomie logiki!

Dlatego potrzeba innej głowy, chłodniejszej. Nierzadko ludzie biorą ślub wbrew rodzinie, deklarując „przecież się kochamy, niech spadają”. Błąd. Uważam to za błąd, wielki jak syberyjskie złoża ropy. Wstępne konflikty z teściami to istna katapulta do przyszłych problemów. Zawsze się przecież może wyrwać w trakcie malowniczej kłótni w samochodzie „aaa, bo Twoooja matka (…)”. I po jabłkach, podświadomość adresata wydrukuje to w mózgu. Dlatego teściów trzeba KOCHAĆ. To najlepsze spoiwo, bowiem ludzie kochani tym się odwzajemniają, gasząc potencjalne konflikty.

Dobry swat o tym wie, dlatego w dawnych czasach był normalnym, wysoce szanowanym zawodem. Nie tylko polska wieś korzystała z jego usług, szlachta dobierała współmałżonków arcy-starannie (dlatego trwało to długo). Dobra instytucja swata dbała o taki dobór par, by rodziny żyły… zgodnie. Można to zrobić, dysponując odpowiednią wiedzą, wyczuciem oraz zdolnością przewidywania przyszłości. Zresztą, mam kumpla, który skorzystał z pomocy rodziny przy poszukiwaniach bogdanki. Wcześniej spotykał się (bo miał wzięcie, jasne) z dziewczynami niepasującymi do niego. Obecnie, z dwójką już szkrabów na kolanach – poleca to rozwiązanie każdemu! Jego mama zadeklarowała, że poszuka wśród panien dobrotliwych, ojciec zaś – gwarantuje sobą, że będzie ładna. No, to jedno z fajniejszych małżeństw, jakie znam.

Kawalerze! Zagadaj z żeńską częścią rodziny. Nie dokończą tureckiego serialu, a znajdą rozwiązanie, wszak życzliwe intrygi to całe ich życie, nabiorą energii w słusznej sprawie. Daj… kochanym ciotkom tę szansę, odmłodnieją o 10 lat. Wujków radzę nie pytać, są ślepi na matrymonialny status obcych ludzi, nawet Moniki Belucci.

Dziewczyno! Zamiast snuć się po dyskotekach, instalować Tinderka albo żalić się równie zapłakanym koleżankom z pracy/uczelni, zrób coś konstruktywnego. Zagadaj z ciotką, lubianym kuzynem bądź emerytowaną sąsiadką, podpytując o niezłą partię w okolicy. Nie masz pojęcia, ilu fajnych wnuczków miewasz w okolicy…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *