Czy odbieramy świat tak samo?

Sondaż uliczny, wykonany w Los Angeles, wykazałby ciekawą rzecz. Otóż znany aktor, np. Brad Pitt, podobałby się większości zapytanych Amerykanek. Jasna sprawa. Co ciekawe, inne ankietowane uznałyby go za średnio udanego, część zaś – wręcz za odpychającego („jest ZBYT idealny, ble”). Angelinę Jolie niejeden magazyn uznał za najpiękniejszą na świecie. W moim tygodniku opinii zajęłaby miejsce 2 815-te w swojej kategorii wagowej (zjedz coś, kobieto!), nie znam też żadnego faceta, który by do niej wzdychał. Nawet Orłowo w sierpniu nie wszystkim się podoba… Jest to zjawisko normalne.

Rzecz znana z wielu filmów – drugoplanowi bohaterowie z lekceważeniem widzą np. pusta butelkę, główny bohater zaś – przyszły statek, łódź podwodną bądź przyczynek do lepszego świata…

Nawet przedmiot tak prymitywny, jakim jawi się np. psia buda, może być widziany krańcowo różnie, dzięki Bogu. Drwal widzi w nim dobrze wykonaną fuchę, nawiedzony ekolog w czerwonych spodniach (brr!) – zbrodnię popełnioną na miłych sosenkach, filmowiec zobaczy raczej obiekt, wymagający specyficznego kadrowania, przedsiębiorca okazję do handlu, termit – pożywienie, zaś Gepetto – materiał genetyczny (idealny do spłodzenie syna, heh). A wszyscy patrzą na ten sam, zespolony team kilku desek…

Piszę to nie bez powodu. Kilka dni temu odświeżyłem sobie bowiem film, który zrobił się głośny parę lat temu. „The social network” – filmowa biografia p. Zuckerberga, twórcy błękitnego portalu fejsbuk. Obraz nieźle zrobiony, poprawny technicznie, mający swoisty klimat – kolorowego kina dla nastolatków. Jedna rzecz tylko mnie zadziwiła, stając się pretekstem do napisania tego tekstu. Odbiór społeczny. Pamiętacie te recenzje, kłótnie dot. głównej postaci? Ambitna młodzież obejrzała inteligentną drogę do kariery, jaką przeszedł nastoletni, introwertyczny geniusz. Lewica wylewała za to żale, poznawszy „prawdę” o chciwym krwiopijcy, który wybił się kosztem kolegów, zdradzonych o świcie. Tylko przecież wszyscy oglądali ten sam film, kopie w kinach są indentyczne…

„A wszystko zaczyna się w naszych głowach” – śpiewał onegdaj młody raper, bodajże Mezo.

Z innej beczki. Powiedzenie „z jakim przystajesz, takim się stajesz”, omawiane ostatnio, może rodzić pewne wątpliwości. Mianowicie – dlaczego sąsiedzi z osiedla, kuzyni czy – ba!, rodzeni bracia kroczą nieraz diametralnie różnymi drogami – przebywając przecież we własnym towarzystwie?

Rozwiązaniem takiej zagadki jest – na mój gust – nie tyle fizyczna obecność w np. poznańskim akademiku, co klimat, w którym… obraca się dany umysł. Mentalne otoczenie. Śmieciarzowi zaczytującemu się np. w historii Piastów znacznie bliżej do innego historyka-amatora, niż do kumpla po fachu, sięgającego najwyżej po kieliszek „Chopina”. Dlatego jedna rodzina może wypuścić geniusz i zbrodnię (rody królewskie coś o tym wiedzą), olimpijski laur, jak i… inwalidzki wózek. Umysł, talent i determinacja decydują o losie właściciela tych przymiotów, analogicznie jak lenistwo umysłu wpływa na miernotę właściciela zaniedbanego mózgu. Zresztą, jak pisał sto lat temu Oskar Wilde „Wszyscy leżymy w rynsztoku, ale niektórzy spoglądają w gwiazdy”.

Ten rynsztok to oczywiście, literacka przesada. Jednocześnie – coś jest na rzeczy…

One Reply to “Czy odbieramy świat tak samo?”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *