Twoje imię to najcudniejszy komplement.

Zostałem zapytany po ostatnim zjeździe, jak sobie radzę na nowej uczelni. Część wykładów była nudnawa niczym praca w skarbówce – a to poprawna polszczyzna (moja jest przecież niezła, hej) albo prawo prasowe (znam, niezmienione od 1984) zatem myślałem w tle 🙂 Napisałem kiedyś do portalu o psychologii wyglądu. Chciałem, żeby opisali o wpływie osobowości na… wybór fryzury. Ponieważ odmówili taktownie („brak danych”), postanowiłem, że zrobię to… sam.

Jestem zdania, że korelacja jest… arcysilna – zerknijcie na bliskich bądź poobserwujcie w kawiarni randkujące parki. Ogółem – im większy nieład NA głowie, tym silniejszy nieład W środku. Bezładna szopa zwiastuje feministkę, chaotyczne loki – osobę niezależną (zerknijcie na p. Gessler bądź p. Rubika, kompozytora), włosy długie – marzycielkę, spięte – konserwatywną perfekcjonistkę (przyznaję, uwielbiam), czosnek – dziewczynę wiecznie nieposłuszną (panowie, tutaj uciekamy jak Fidel po wygranej Trumpa) etc. Męski koczek zwiastuje, oczywiście, idiotę, nieposłusznemu logice i tradycji…

Nieposłuszeństwo. Właśnie. Spacerując po Warszawie, jeden z moich kumpli napotkał miasteczko KOD-u, wysyłając mi via sms prośbę o skomentowanie tego na mikroblogu. Trudno, żebym opisał miejską wędrówkę dorosłego faceta (zachodzę w głowę, co tam robił). Ale, ale, skupmy się na namiotach KOD-u pod Kancelarią Premiera. Dla człowieka z klasą – najgorsze możliwe miejsce na nową znajomość, coś jak, nie wiem… berlińska techno parada dla prof. Jerzego Bralczyka, językoznawcy. Kobiety przychodzące pod Kancelarię w niedzielne popołudnie charakteryzują się nieposłuszeństwem właśnie (bo kto zrobi rodzinie obiad w tym czasie, ejże?). Na kawie… nie pozwolą za siebie zapłacić (to tłumaczy zreszta popularność w tamtych kręgach Kijowskiego!) To, co im zarzucam, to także… niskie IQ. Człowiekowi inteligentnemu skojarzenia pływają swobodnie w umyśle, jak łódeczka z orzecha ziemnego po kałuży w trakcie burzy (rym niezamierzony, heh). Tym zaś – wszystko kojarzy z Prezesem pewnej partii, podobnie jak erotomanowi z wiadomo czym, a taksówkarzowi – z Uberem. Wszystko sprowadza się do sytuacji w PiS, daję maksymalnie 2 minuty od rozpoczęcia dyskusji np. o uprawie ziemniaków w Korei Północnej. Dramat…

Jesteśmy przy Uberze, momencik. Nie mam zdania w tej sprawie – czy muszę, cholera – mieć opinię w każdej kwestii? Wracając ostatnio nocną taksówką, słuchałem tyrady jednego z kierowców „bo wie Pan, ja też jestem filmowcem, pochwalę się. Nagrywam wszystkie ataki na gnoi z Ubera – oblewanie farbą, dziurawienie opon, ostre zaczepki. Karierę robię, widzi Pan”. Uśmiechnąłem się nieznacznie, myśląc „Dobry Panie Boże, dziękuję za umiejętność błyskawicznego skreślania ludzi”. Rozmowę rozpoczęliśmy grzecznie, nt.pogody, a facetowi wszystko kojarzyło się jednoznacznie, na szczęście patrzyłem w okno, kontemplując piękno miejskiego krajobrazu, reklamówka kleju do tapet potrafi być fascynująca. Napiwku, naturalnie, nie dostał – choć robię to… zawsze. Prędzej dopłacę gastarbeiterowi z Ukrainy (tych, których poznałem, cenię – pracują za dwóch Polaków, a ichniejsze kobiety prędzej odmówią sobie jedzenia niż kupna szpileczek, w których chodzą potem… cały rok). Naturalnie, mam słabość do dziewczyn szpilkowych i jest to cecha nieusuwalna 🙂

Dobrym eksperymentem byłyby podróż z różnymi typami kierowców, raz np. z lekarzem, z leśnikiem, łucznikiem, lalkarzem etc. Oczywiście, w ramach jednego zawodu różniliby się także między sobą, posługując się różnorakim słownictwem.

Zatem…

Uważajcie na słowa!

Bowiem słowa noszą w sobie konkretne znaczenie. Trzymam w rękach książkę Donalda Trumpa „Prezydent Biznesmen”, w warstwie słownej – fenomenalna rzecz: „A tak wygląda mój Trump City, a to moi kochani Synowie, tutaj cudowna Żona, tutaj fotka z Reaganem, dalej uśmiechnięta Ivanka (utknąłem całkiem na tej stronie, zachwycony), dalej solidni współpracownicy”. Ogółem – docenia plus każdej osoby opisanej w książce (nawet o Hilarzycy „twarda babka, nie boi się trafić do więzienia, kiedy zdobędę Prezydenturę. Tak, zdobędę.”). Tymczasem ludzie uwielbiają słuchać i czytać o sobie… nawet kiedy siedzą na ławie oskarżonych. Ponadto, podświadomość drukuje każdą taką opinię w głowie. Każdą. Komplementując kobietę, powodujesz, że staje się piękniejsza (powiedzcie komplement babci!), doceniając inteligencję kumpla, podkręcasz jego IQ (mózg śrubuje cechy, które uzna za… przydatne w przyszłości), podziwiając kogoś – dodajesz mu mocy. Kobiety krytykujące swoich mężów same kręcą sobie bicz na łeb, idę o zakład. Przyjdzie inna, westchnie z uznaniem „jaki Paaan jest mądryy, ojoj” i katapulta małżeńska gotowa. Jego umysł cieplej zareaguje na tę drugą, a na reakcje biochemiczne mózgu nie mamy wpływu…

Ostatnio, idąc ulicą, zostałem zaczepiony przez instruktorkę fitness, oferującą kursy… samoobrony dla kobiet. Skwitowałem, że „najlepszą ochroną dla kobiety jest wybranie sobie opiekuńczego faceta. Wtedy żadne kursy nie będą potrzebne”. Pokiwała tylko smutno głową: „Noo, a jak ktoś nie ma?”. Odrzekłem logicznie: „Moim zdaniem w upolowaniu fajnego egzemplarza lepszy byłby np. kurs uśmiechania się niż drapania po oczach”. Przez Tomkową głowę przeszła wtedy myśl: „A jeśli spora część kobiecych aktywności po godzinach jak joga, kursy kwiatów, coaching – oczywiście, kawa z koleżankami, dyskoteki to niemy wyraz braku faceta?”. Naturalnie, to raczej hipoteza- dla nas nieprawdopodobna, bowiem zapytane wprost – poszłyby w zaparte, przy paradowaniu w zgrabnej kurteczce przy dziesięciostopniowym mrozie. Zresztą, przejdźcie się na polską dyskotekę w okolicach Walentynek, toż to konkurs miniówek przy syberyjskiej pogodzie. Stacja benzynowa „Statoil” urządza promocję na arktyczne paliwo, a one paradują w cienkich trzewiczkach. Dla kawki z koleżankami, tiaa…

Zresztą, ludzie mają różne skorupy, zanim Tobie zaufają. Niektórzy oswajają się szybko – pod koniec dnia zdradzą najdroższe sekrety, słabiaki bez charakteru. Strzeżcie się takich osobników jak nielegałowie straży granicznej! Inni – poowoooli nabierają zaufania, po 3 latach znajomości pozostając na stopie koleżeńskiej, to głównie melancholicy obojga płci.

Z innej beczki. Obserwujemy zaskakujące zjawisko, będące wytworem naszych czasów. Na moje oko – podobnie szkodliwe jak aids, terroryści i polskie gimnazja. Otóż w urzędach, sądach, pracy, życiu prywatnym – często mężczyzn traktuje się jak dzieci (mówią: „odwlekaj małżeństwo/ciąża to nie twój problem/nie wolno ci jeździć bez pasów/uważaj na siebie tam/buty ściągaj/zrób no coś z tym psem/tym razem ci darujemy zasłużoną karę”), powodując, że duża część z nas… karleje duchowo. Jednocześnie kobiety – istotki słabsze, mniej odporne psychicznie (bo fatalnie znoszą samotność), kruche, traktuje się jak dorosłych mężczyzn („masz być silna/weź kredyt/płać rachunki za faceta/zapisz się na kurs samoobrony”). Dla mnie takim dramatem bywa widok… pięćdziesięciolatka w garniturze i trampkach albo widok pijanej, przeklinającej kobiety. Oczywiście, również w trampkach…

No, nie ufam pełnoletnim ludziom w takim obuwiu!

Ciekawa rzecz. Jestem coraz bliżej stwierdzenia faktu, że ludzkie reakcje i zachowania… nie zależą od okoliczności, mocniej od charakteru. Polska strzela gola, jeden kibic skacze w fotelu, inny lekko ziewa. Przy czym, człowiek jest ważniejszy niż funkcja, którą pełni. Początkująca artystka może bardziej cenić własne, lubiane imię (w wołaczu!) niż kolejne, nużące gratulacje…

Nawet minister ceni bardziej grono kumpli „Wojtek, Twoja kolej po piwo!” niż asystentów, ciągle czapkujących szefowi, którego imienia… nawet nie znają. Mówmy do siebie nawzajem po imieniu, koniecznie w wołaczu. Sam biję się tu w piersi, nadrabiam właśnie. Co brzmi lepiej: szefunciu, kucharzu, kelner, kobieto, chłopie, czy też – Aniu, Beato, Olu, Pawle, Łukaszu etc. Jak w tej reklamie „Milki” – bądźmy delikatni…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *