Pracując w urzędzie, stracisz dobroć.

Aleksandra to ładne imię. Lubię je. Co ciekawe, dziewczyny o tym imieniu ZAWSZE są osobami… inteligentnymi, z którymi dobrze się rozmawia. Przecież sam nie wpadłbym na pomysł, że z ludźmi bywa trochę jak…. z przymierzaniem butów w handlowej galerii Riviera. Jeśli męczysz się już w pierwszej sekundzie, skupiając wzrok tylko na walorach estetycznych, skończysz z… bolesnymi otarciami. Jeśli zaś pasują od razu, a Ty nabierasz w nich lekkiej radości spacerowania (a rodzice twierdzą zgodnie – „pasujecie do siebie”), to… bierz od razu! I nigdy, przenigdy nie pożyczaj, np. koleżance na studniówkę, bo możesz zostać… boso 🙂

Teraz nieco bardziej bojowo. Wycofajcie wkłady z PZU. Jak w pojedynku na wyciąganie rewolweru na Dzikim Zachodzie – im szybciej, tym lepiej. Są w złych rękach, oj. Podczas porannej krzątaniny nieopatrznie włączyłem radio, w tle leciał wywiad z prezesem tej państwowej firmy. Gość rzucił „tak, wykupujemy długi włoskich banków [czyli śmieci – dalibyście pożyczkę pijakowi, który obiecuje, że „kiedyś odda, kierowniku”, choć przez dziesięciolecie unika spłaty?]. Tak, to prawda – powiada – że podnieśliśmy opłaty dla klientów o kilkaset złotych. No, to ich problem. Inni też podnieśli”. Myślę sobie – „burak, który w życiu nie zamienił słowa z prawdziwym klientem, choćby prowadząc, nie wiem – stragan z kwiatami”. Przypomniała mi się nauka, wyniesiona z Asbiro: człowiek bogaty poprzez klienta jest uprzejmy, pogodny, sympatyczny – przypomina mi się tutaj Trump, kurtuazja w pełnej klasie, a miliarder. Zarazem gość wzbogacony przez nadanie partyjne – nadęty, bufonowaty, bucowaty. Sprawdzam więc w internecie, kim jest ten prezes, mając w głowie portret psychologiczny pacjenta – mając go za skończonego dupka po ośmiu sekundach wypowiedzi, szybko skreślam pyszałków – szkoda prądu. Czytam więc stary wywiad, smiejąc się w duchu: „od liceum facynowałem się Unią Europejską (sic!) nosiłem teczkę za samym asystentem kierowcy wice-zastępcy Prezesa”. Taa, musi mieć rzeszę znajomych – z taaakiiimi zainteresowaniami…

Wolałbym, żeby kolekcjonował kamienie, jak Smerf Ciamajda. Dogadaliby się.

W ogóle, mało jest instytucji równie wrednych i… nieuczciwych jak banki i, zwłaszcza, ubezpieczalnie. Oto dowód: na uśpionych rachunkach bankowych w Polsce leży – szacuje się – 11mld złotych, o których spadkobiercy… nie wiedzą. Oto emeryt wyjmuje ciułane pod komodą dolary, zanosi do banku, upoważniając pisemnie rodzinę (robi to wszystko w tajemnicy, mając w pamięci przeszukania Gestapo). W drodze powrotnej umiera, poitykając się o cegłówkę, a bank… siedzi cicho jak g***o w trawie, czekając na… przedawnienie. Ani słowa rodzinie, a po pięciu latach konfiskata. Honorowy człowiek tak w życiu nie zrobi, choćby miał jeść rozpuszczony śnieg i korzonki (zawierają witaminy!). Okraść bank – średni interes, założyć bank – to jest biznes!

Podobnie jak bogate zamążpójście w zachodnim kraju, za człowieka, którego się… nawet niekoniecznie lubi. Sądy orzekają prawie zawsze identycznie – majątek idzie w całości do kobiety, z automatu, co jest fenomenalnym czynnikiem…. rozkładającym rodzinę, tak tak. Bo podświadomie KŁÓTNIA, prowokowanie, nieposłuszeństwo… jej się opłaca. Kiedy się ludzi łatwiej obrażają o drobną uwagę dotyczącą np. stroju – na pierwszej randce czy po 5 latach wspólnego życia? No, obrażanie na pierwszym spotkaniu po prostu się… nie opłaca, przekreślając znajomość bez odwołania. Ciekawa rzecz. Coś jak z ubezpieczeniem na życie – formalnie jest… na wszelki wypadek, jednocześnie osłabia wolę przeżycia (jak leniwi są ludzie otoczeni polisami!), a poza tym – „gdyby wujek umarł, mielibyśmy po 5mln zł każdy, ech. Pojeździłoby się Ferrari, ech… Jest nadzieja – on kaszle, kochani!”. Na podświadome reakcje, przypominam, wpływu nie mamy. Nie wierzycie, że finansowe „zabezpieczenie pleców” wpływa na osłabienie więzi międzyludzkich? A kto prędzej odejdzie z własnej woli – kochanka libijskiego dyktatora, która w sekundę może stracić wszystko (z głową włącznie, niestety) czy niezależna finansowo mężatka w Krakowie, którą nagle zaczyna adorować… kolega z pracy, najchętniej pośredni przełożony (tu też można stracić głowę, w bardziej metaforycznym, poetyckim znaczeniu 🙂

Najczęstszą przyczyną samych rozwodów jest, oczywiście, ślub 🙂 Kolejną, częstą przyczyną są sprawy finansowe, w sądach rodzinnych określane pewnie jako „różnica charakterów”. Co ciekawe, nie chodzi o same stawki (w Afryce są raczej– hmm, głodowe, a ludzie się nie rozchodzą), raczej o skomplikowaną sieć zależności. Pisał o tym cholernie logiczny Korwin już w latach 80’tych (mam stosowny fragment w ręku) – „Żona niezależna finansowo – noo, to nie jest zazwyczej trwałe małżeństwo. Kobieta zarabiająca więcej od męża – to pewny rozkład!”. Kobieto, jesteś współmałżonką ślusarza czy szewca, proponują Tobie – nie wiem – stanowisko w koncernie Mercedes Benz, stajesz przed dylematem, przyjąć tą pracę natychmiast czy po tygodniu namysłu. Chcąc posmakować wreszcie domowych kłótni (mogą je prowokować obie strony konfliktu, hej!) z perspektywą rozwodu, bierz tę robotę…

Aha! Sądzę, że nawet wprowadzający niemądry wszak program 500plus nie unikną błędów na polu, hmm… familijnym. Spójrzcie na Prezesa Rady Ministrów, tak – mowa o znanej z gazet kobiecie. Mąż jest wiejskim drwalem (świetny, męski zawód), żona wyjechała daleko, w miasto – otacza się wymuskanymi urzędnikami, jak ten małolat od PZU, brr. Małżeństwo p. Szydło też się, niestety, może od tego rozpaść…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *