Kupić Forda Mustanga czy może… kołyskę?

Jadąc wesołą gromadą na targi samochodowe „Auto Warsaw Expo”, nie sądziłem, że znajdzie mnie tam refleksja na temat… przyszłości demograficznej Europy. Co ciekawe, najnowsze Porsche cieszyły się tam popularnością na poziomie wydolności małżeńskiej p.Dody (czyli rzucić okiem – tak, zatrzymać się dłużej – w życiu!), najpiękniejszą kobietą na sali nie okazała się żadna… wylaszczona hostessa, a o genialność otarł się jeden z niezamożnych polskich emerytów w kapelusiku, wygrywając swoim pomysłem z autami za 5mln USD. Temperatura rośnie w moim kociołku, jedziemy zatem z koksem, panowie!

Kilkadziesiąt tysięcy widzów, blisko 1000 luksusowych aut, miliony koni mechanicznych, blisko miliard złotych żelastwa, skoncentrowany na gigantycznej hali. To się musiało spieprzyć, gdyby targi organizował np. polski rząd, heh. Na szczęście – zajęła się tym prywatna firma, doskonale zresztą. Kolejka na wejściu topniała jak sierpniowy asfalt po dożynkach (miałem przed sobą kilkudzisięciu facetów w kolejce, a czekałem… ze dwie minuty, odbierając bilet od dziewczyny o prezencji Miss Polski – a załatwcie coś takiego na poczcie polskiej, powodzenia przy np. przerwie obiadowej!).

Bilet kosztował 40zł (można za to kupić dobrą książkę, taki miewam przelicznik w głowie), hamując nieco tłum przyzwyczajony do darmochy. Jednocześnie można było wejść, przychodząc z uprzednio kupionym „Auto Światem”, kosztującym bodaj 2,50zł (informacja o tym dostępna w gazecie, gdzieś w środku numeru). Myśl pierwsza: mając niejawną informację, wyprzedzamy nieco konkurentów już na początku. Czytając w ogóle… jesteśmy do przodu także finansowo, nie tylko zaś literacko.

Ford Mustang 1968, BMW 850, Pontac Trans Am – od wielkiego dzwonu widzę równie urodziwe bryczki. Nowsze modele wyglądają przy nich niczym remake’y filmów – prawie zawsze gorszych od oryginału.

Słówko o okazach innych niż motoryzacyjne, niektórych to zaciekawi. Spacerujące grupkami hostessy, laski z ulotkami, czasem żony bądź dziewczyny zwiedzających. Modelki ładne, acz często dość znużone (stać kilkadziesiąt godzin przez trzy dni), dobierane raczej wizualnie niż mentalnie (platynowe blondynki razem, rude razem etc.). Sprawiedliwszy byłby, jak sądzę, inny podział – wiecznie radosne świergotki wspólnie, na honorowym miejscu, żeby im można było bić brawo i puszczać oczko filuternie. Te zepsute czy wulgarne (bywały i takie, życie) także razem, ciut bliżej śmietników czy palarni. Ogólnie – nie zaobserwowałem nawet specjalnego ich zagajania z męskiej strony, Opancerzony Transporter okazywał się często ciekawszy. Myśl druga (towarzyszyła mi ta refleksja już raz na półfinale Miss Polski, byłem) – wolałbym, żeby były bardziej ubrane, bowiem dzięki temu lepiej widać… charakter (poza pracą stroją się przecież już same, wprawne oko wychwyci w lot mnóstwo niuansów, z posiadaniem narzeczonego albo nałogów włącznie). A tak – nierzadko ładne dziewczyny o zmanierowanych minkach (i nie wiesz – zmęczona, zamyślona, kazali jej tak grać, nieszczęśliwie zakochana czy wredna niczym Merkelowa po spadku w sondażach). Miły wyraz twarzy zawsze na plusie.

Myśł trzecia: najbardziej radosne na hali były dzieciaki, zaraz po nich – matki tych dzieci. Jedna z nich robiła radośnie zdjęcia swoim pociechom – typ eleganckiej, niewinnej idealistki. Owszem, w Expo były zgrabniejsze i te bardziej umalowane. Piękniejszej – nigdy! Podparty o ścianę, obserwowałem ten okolicznościowy plener w niemym zachwycie, przy charakterystycznym zwolnionym tempie, dalej przeniosłem już wzrok na milion razy mniej urodziwego Jaguara X. Uff, zakochabym się w dwa miesiące. A dzieciaki dają radość, stawiam więc tezę, że przyczyną ponurych często twarzy na polskich ulicach jest… niż demograficzny. Wiecie, Lexusy, Mercedesy, Audi TT, modelki, potem BMW etc. a i tak największą radość przechodniów budzi szkrab wdrapujący się na pordzewiały zderzak…

Skąd pordzewiały element w takim top miejscu, o luksusowym wyglądzie Sea Tower in Gdynia? Jeden z emerytów… podjechał starym, zdezelowanym gratem, wystawiając jedynie karteczkę „eksponat”, czym zrobił furorę większą niźli nieoceniony Trump w wyborach. Nie wiem, czy ten numer był umówiony. W rzędzie nowiutkich top fur zainteresowanie budzi…Wartburg właśnie, bo się wyróżnia cholernie. Podobnie jak harcerz na Woodstocku, stateczny profesor na meczu rugby bądź elegancka, grzeczna idealistka na „Auto Warsaw Expo”…

Myśl czwarta: ludzki mózg został zaprojektowany przez Pana Boga jako genialne urządzenie, bowiem z każdym otoczeniem się… oswaja. Dobry chirurg, pilot myśliwca, taksówkarz, piłkarz, miliarder, komandos szturmowy etc. – każdy z nich na początku jest przerażony ogromem odpowiedzialności, miewa problemy ze snem etc. Po liku tygodniach napięcie powszednieje, każdy z wymienionych sypia nieźle nawet podczas drobnych tarapatów. Pierwszego dnia – dostałby chyba zawału. Otóż, widzisz czerwone Ferrari, następnie luksusowego Bentleya o 400KM, obok sportowego Mercedesa o silniku wielkim jak grzechy Putina, amerykański helikopter, kosztowną terenówkę etc. Na początku oczy robią się ogromne, a serducho śpiewa „o sole mia!”. Później zaś umysł się przestawia, a 85. z rządu Ferrari zaczyna… lekko drażnić. To zaś oznacza, że mózg się przestawił, przyswoił informację, jest ciut mądrzejszy, zatem Rolls nie robi na nim wrażenia. Podbnie jak pompki na kulturyście, a zapytajcie takiego o zakwasy mięśni pierwszego dnia treningów!

Co ciekawe, oswojenie dotyczy także sfery sercowej. Brak tzw. motyli w brzuchu po 10 latach małżeństwa jest oznaką pożyteczną (acz czasem ciut gorzką), bowiem oznacza, że neurony się oswoiły – świadczy to o pewnej sprawności intelekualnej, hej! Neurony u takiego pracują! Stoję na stanowisku, że korzystna byłaby tutaj odmiana – wcale nie małżonki, najlepiej – pracy (co trzy miesiące nowa, rytyna pojawia się po około setnym dniu). Taksówkarze, szukający co dzień trasy, są przecież sprawniejsi od kierowców autobusów (codziennie wyznaczona trasa), ci zaś – od operatora metra, które jedzie wyłącznie w przód i tylko przez dwie minuty! Dlatego warto angażować się w wolontariat budując szkołę jesteś wszak raz dekarzem, raz murarzem, następnego dnia obierasz ziemniaki, później robisz kanapki reszcie załogi, dalej kładziesz płytki łazienkowe. Aha! Dlatego też małżeństwa powinny raz w miesiącu chodzić na randki – raz do kina, raz na spacer, do teatru, karmić łabędzie w parku, pomalować za dwa obrazy na warsztatach (za 20zł od pary), skoczyć na bilard. Program na najbliższe pół roku właśnie podrzuciłem, zawsze do usług, Tomasz…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *