Randka niczym z filmu to przepis na kosza.

Z cennym komplementem jest nieco jak z przeszczepaniem serca – organizm musi go przyjąć. Kiedy jest chętnie brany, dawca się cieszy, lekarze wiwatują, pielęgniarki w radości rozlewają kawkę na stolik. Kiedy jest odrzucany – humor tracą wszyscy zainteresowani, a ordynator idzie na wódkę. Męskie organizmy przyjmują przy tym każdą ilość medycznej krwi, damskie – uu, bardziej kapryszą. Są delikatniejsze.

Ale, ale, czemuż to wóz wyprzedza konia – jak pisał Gall Anonim, do nieprzewidywalnych efektów zaraz dojadę. Oto wczoraj wieczorem, zamiast porządnego audiobooka, nieopatrznie włączyłem radio, RMF bądż Zet. W przerwie między francuskim disco polo puścili konkurs. Zadzwoniła jedna dziewczyna – publicznie, z nazwiska zgłosiła dla żartu koleżankę do programu “Rolnik szuka żony”, prosząc radiowego dj-a, by przekazał ten radosny news zainteresowanej. Ta, zamiast pokazać zęby w zaskoczonym uśmiechu, na antenie dostała ataku złości, ku wielkiemu zdumieniu “życzliwej”. Reakcja była do przewidzenia. Rozumiem ją.

Refleksja p.Tomasza, że w życiu nie wolno kopiować wzorców z Hollywood, wydaje się płaska niczym równiny Białorusi. Na ekranie obie skakałyby przecież ze szczęścia na luksusowym New York Airport, opatulone futrami z szynszyli i dobrym nastrojem, a rolnik okazałby się teksańskim nafciarzem o fizjonomii G. Clooneya. Obok omawianych turystek stałaby Jennifer Lopez, rezygnująca z lotu do Miami na widok płaczącego bibliotekarza, (potykającego się o własne sznurowadła tuż przed tym wykrywaczem metalu)…

Widziałem na żywo takie bezmyślne kopiowanie wzorców kinowych jak piątkowy telefon do radia. Kilka lat temu, podczas jesiennego wykładu na UW jeden ze słuchaczy (umówiony na ten numer z profesorem) wyszedł na katedrę, po czym drżącym głosem poprosił swoją wybrankę o rękę. Na filmie dziewczyna byłaby zachwycona niczym Nawałka po meczu z Armenią. Setki zdumionych oczu. W wydaniu live… miała ochotę faceta zabić, a na mnie – w reakcji na ten cudowny wszak moment – nie rzuciła się na szyję żadna ze stojących blisko hostess. Główna bohaterka sceny chyba się nawet – publicznie, przy widzach – nie zgodziła (sic!). Tutaj więc nieudolne wyróżnienie POGORSZYŁO sytuację obu ze stron. Na moje oko głowa tego amanta ma szansę być najpustszą rzeczą od czasu wynaleznia beczki – zdublować coś tak na chama, zapominając o wrażliwości wybranki. Idiota – na szczęście jego bogdanka jest już do zagospodarowania. Uczmy się na tu cudzych błędach, panowie.

Bo my inaczej, bardziej naturalnie reagujemy na słowa uznania, np. chłodnym potwierdzeniem “No dzięki.Wiem”. Tak powie Pudzian pochwalony za muskulaturę, Vettell za umiejętność jazdy F1 czy bystry Jankes z Harvardu, łamiący pakistańskie szyfry wojskowe. Doceniony publicznie, wzruszy ramionami i tylko w duchu się uśmiechnie…

A teraz powiedzmy coś eleganckiego Miss Polonia albo v-Miss Wenezueli. Ślicznej dziewczynie. Top puchary na półce, rzesze wielbicieli, zazdrosne koleżanki, a ona na miłe słowa zrobi się… zaskoczona. Daj Boże, jak nie zacznie całkiem… zaprzeczać. Spójrzcie na te miny, kiedy wśród confetti wybierają jedyną finalistkę. Zawsze jest to… dzikie zakoczenie, niedowierzanie, ciężki szok. Bokser, który na tej samej scenie, ledwie dzień później, wygrywa pas w Wielkim Turnieju, ma minę butną bądź lekko znudzoną – przecież on WIEDZIAŁ od przedszkolaka, że wygra. Wiedział. Wywiady z damskimi kandydatkami są zawsze zróżnicowane jak japońska książka telefoniczna: “nie chciałam, koleżanka/brat/tato mnie zgłosili, to nie mój pomysł, jestem zwyczajną osobą, pozdrawiam wszystkich, nie uważam się za ładną”. W ogóle – na cykliczną mammografię kobiety walą dzwiami i oknami (“może coś mam?), a na konkursach przecież kolejki mniejsze. A przecież szansa wygrania w gronie, nie wiem, 100 konkurentek jest matematycznie wyższa (1/100) niż ryzyko złapania choroby, które wynosi jakieś 1/75 000. Wniosek nr 1: dziewczyny, jesteście atrakcyjniejsze, niż Wam się wydaje.

Dla symterii – cykliczne badania medyczne dla panów też istnieją, jak przypuszczam. Jednakże poza hipochondrykami ze straży miejskiej jedynym facetem, który przestapił próg takiego miejsca, jest dorabiający tam na nowe Audi szpakowaty pan doktor. Na konkursach siłowych, organizowanych podczas dożynek stają tłumy ochotników. Startują nawet lekko wcięte chuderlaki o bicepsach solidnych jak rumuńskie garnki. Stawiają swój ukochany, przyrdzewiały traktor MAZ na to, że wygrają na luzie. Chęć rywalizacji zakodowana jest w genach.

Dlatego najbardziej ofensywne i butne są środowiska męskie – grona biznesmanów, grupy kibolskie, gangi, kluby motocyklowe, seminaria duchowne, komputerowe start upy etc.
Najmocniej asekuracyjne są ,przeciwnie, środowiska damskie – rózne kluby yogi, wydziały pedagogiki, grupki parafialne, polskie urzędy etc.

Wniosek nr 2: Chcąc nabrać mocy psychicznej, porzuć, chłopie, damskie środowisko. Na psychologii nie nauczysz się odrobiny buty, bo w damskiej głowie od mezozoiku ona jeszcze nie zaistniała.
Wniosek nr 3: Chcąc jeszcze nabrać uroku, zostaw, dziewczyno, swoje koleżanki. Zadzwonią tylko do radia, przynosząc tobie wstyd na całą miejscowość. Idź między facetów, a oni ochoczo ponoszą na rękach, dumnie prężąc bicepsy po takim dźwiganiu. Jeszcze wystartują w konkursie, heh.

I tak sobie myślę…

Scenariusze filmowe piszą przecież (literacko wyrobieni) faceci. Kreślą zachowanie bohaterki pod koniec filmu w taki sposób, jak ONI BY pewnie zareagowali. Na publiczne oświadczyny zareagowaliby w stylu “okej, a teraz zjedzmy coś”. Naśladowanie ich w życiu pomysłów to kiepski pomysł, bo… akurat tutaj główna aktorka może (i będzie!) improwizować…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *