Poznasz jakość związku po… tankowaniu (w obu znaczeniach).

Nie mogąc spać przed akademickim zjazdem na pewnej uczelni, włączyłem w tv stary western „Rio Bravo”. Przy muzyce pięknej niczym ta nowa burmistrz Rzymu dzieją się pouczające sceny. Oto elegancki amant kinowy, Dean Martin, gra tam zapijaczonego zastępcę szeryfa. Ponieważ przy bojach z mafią nałóg zmniejsza jego szanse przeżycia (coś jak jawne bycie lewakiem na Marszu Niepodległości), szef postanawia mu pomóc.

Ktoś pomyśli pewnie „łatwizna, wystarczy draniowi zabronić chlania”. Otóż nie, tak robią jedynie bezradne żony, korespondencyjnie zapisujące ślubnych na wszycie esperalu. Jak pokazują liczne przypadki notorycznych alkoholików, ta metoda nosi w sobie skuteczność Milika w meczu z Niemcami. Nie działa totalnie. Wracając do tematu, John Wayne po prostu… kilkukrotnie podsuwa butelkę, rzucając „napij się, jesteś słaby, wszyscy to wiedzą”. Rękawica rzucona tak otwarcie w twarz powoduje, że nasz zastępca buntuje się, unosi honorem („nie chcę waszej łaski, palanty”), wreszcie rzuca nałóg definitywnie. Potraktowany wreszcie jak dorosły gość, nabiera samodyscypliny, stając się postacią bardzo pozytywną.

I tak sobie myślę… Tankując na wielu stacjach paliw w Polsce, obserwuję zjawisko, które narasta jak zła polszczyzna dziennikarzy TVN-u. Szczególnie wyraźnie widzę to teraz, podczas późno-październikowych burz – dotyczy Gdyni, stolicy i dróg pomiędzy nimi (nie wiem więc, czy dot. całej Polski). Otóż notorycznie – podczas złych warunków atmosferycznych, kiedy na drodze jest dość niebezpiecznie – za kierownicą siedzi kobieta, a jej rówieśnik na fotelu pasażera, przytulony do pasów jak miś Koralgol. Oczywiście, podczas jesiennej ulewy w środku nocy, to ona tankuje, idzie do kasy, wyciąga portfel z własnej torebki, a chłop siedzi zadowolony, lustrując podsufitkę. Ostatnio nawet nie wytrzymałem i publicznie zrobiłem wymówkę przy kasie, „że to niehonorowe i nie podałbym takiemu ręki”. Kobieta była zdziwiona, jak się okazało… od zawsze tak robią, więc „co ma pan na myśli”? Duże dziecko, przyssane do rówieśniczki. W świecie tego westernu – po wyczerpaniu paliwa gość pchałby swojego Forda aż do Bydgoszczy, sam. Żona siedziałaby w środku, robiąc mu kanapki bądź marząc o wielkiej miłości. Nauczyłby się własnoręcznie tankować gdzieś w 40-stym roku życia, zawsze coś… Oboje żyją w świecie patologicznym, a widuję takich par dużo, cholernie dużo! Dotyczy to także mycia samochodu na mrozie czy targania mebli z Ikei, horrendum.

Tutaj przypomina mi się książka jednego z polskich milionerów. Genialny facet. Wspomina on, jak kiedyś dorabiał we Francji, naprawiając telewizory po domach. Jak pisze – w rodzinach arabskich nigdy nie spotkał wrednego babsztyla, uciszającego męża przy obcym i publicznie robiącego wymówki. Równocześnie, mąż nie dający opieki nad rodziną był tam nikim, osoba niegodną szacunku. Kobiety okazywały się zwykle dość grzeczne, a ich mężczyźni agresywni. Ciepłe słowa nie dotyczą rodzin białych w tym Paryżu, gdzie te sprawy stały na głowie – czyli tak jak całkiem często w Polsce, na Ukrainie, w Białorusi, nie pisząc o Rosji.

Właśnie. Rosja. Nocny koszmar „Gazety Polskiej”, gdzie (jak wczoraj czytałem), cały kraj jest jak ich kobiety – wszystko umalowane, a pod spodem kryje się brzydota. Jest dokładnie odwrotnie. Oczywiście, pismo wylądowało natychmiast w koszu, gdzie jego miejsce, autor inkryminowanego artykuły – na mojej, specjalnej liście spec-idiotów i wyjątkowych buraków. Wyrzucać kobietom, że są zwykle umalowane, marzycielskie i szpilkowe? Toż to ideał normalnego samca! Ktokolwiek poznał Rosjankę, wie przecież, że to najcudowniejsze dziewczyny na świecie. „GazetoPol” – giń!

Niedawno wstałem pospiesznie, sądząc, że jest zmiana czasu, lekko zdezorientowany („w którą stronę mam przestawić i czy to dziś, moja głowa!”). Bateria w smartfonie, naturalnie, dawno padła. Szusuję więc (w półsennej fazie alfa) korytarzem uczelni, z teczką pod pachą i z normalnym, srebrnym zegarkiem na nadgarstku. Pytam stojącej dziewczyny: „Cześć. Która godzina?”. Jej wskazówka brzmi: „To miłe, ojej”.

Taka kokieteryjna i lojalna zarazem, wow. Piękne cechy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *